Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 129 796 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


przypadek:)

wtorek, 03 czerwca 2008 22:59


Głupi przypadek... a jak czasem życie potrafi odmienić...
i dać kapeczkę wiary, że jeszcze nie teraz, nie czas załamywać ręce
że jeszcze długa droga przede mną, niejedno marzenie do spełnienia... niejedno wyzwanie do zdobycia....
rafa koralowa na dnie Morza Czerwonego - zaliczona...
uśmiech - zaliczony :-D
i z buźki nadal nie schodzi...

co dalej?

Wiem:) będzie kolejny przypadek... i następny... i jeszcze jeden..
a któregoś dnia.......

telefon


Podziel się
oceń
3
2

komentarze (24) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ja

piątek, 23 maja 2008 11:18
trwam........
   i życia nie mogę zrozumieć!



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Ciesz się Mała:) pilnuj swego szczęścia... nie wypuść go:*

niedziela, 30 września 2007 4:54


Właściwie... to szukałem czegoś odpowiedniego... dla Ciebie... i nie znalazlem...
W takim razie... może kilka "rodzynków"... które w międzyczasie bardzo polubiłem..
Kurcze... ja tą Hillar to mógłbym cytować na okrągło... czy ona była zawsze przy mnie?
czy ona mnie śledziła? czy ona... to Ty?????


Hillar Małgorzata
"Gniazdo"


Co noc
zasypiała
w bezpiecznym gnieździe
jego ramion
broniącym dostępu
drapieżnym ptakom
samotności

Odnajdywał ją
wśród czarnych gałęzi
snu
żeby powiedzieć
że jest
dla niej

W noc
najciemniejszą
odeszla
z bezpiecznego gniazda
jego ramion
i zabłąkała się
w mroku

Teraz
wśród nocnych drzew
śpiącym kawkom
gniazd ciepłych
zazdrości


"Czekanie"

Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce

Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona

Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta

Nie mogę przecież krzyczeć


"Dziki człowiek"

Ja dziki człowiek
boję się słów
zimnych ciężkich obojętnych

Boję się
cierpkich uśmiechów
przymrużeń oczu
wzruszeń ramion

Kiedy byłam dzieckiem
pisałam wiersze na strychu
żeby się nie śmiali

Godzinami rozmyślałam
jak wyleczyć chorą nogę
żaby siedzącej w rowie

Dziś jak wtedy
pragnę rąk które głaszczą
Słów ciepłych i miękkich
jak owcza wełna


"Chwila"

Zgasła na oknie pelargonia

Palił się tylko nade mną
twój oddech

Z głową przechyloną
przez krawędź księżyca
spadałam na dno nocy


"Jak słońce"

Mieszkasz we mnie
jak w zamkniętym koszu
do którego nie mogę
zajrzeć

A przecież to ja
pozwoliłam ci
tam zamieszkać

Stałeś się
niezależny
i nieustępliwy

Proszę
Wyprowadź się
Ciasno mi z tobą
Zostajesz
wbrew mojej woli

Zamieniasz mnie
bez mojego udziału
bez mojej zgody
w pękatą butlę

W nocy
z lękiem dotykam
brzucha

Mówię
nie
Krzyczę
nie

Jesteś
jak powódź
nie do zażegnania

Jak ogień
nie do opanowania

Jak trzęsienie ziemi

Jak słońce



I kilka innych arcydziełek... takich na miarę mojej tęsknoty... i... mojego... pogodzenia się z życiem......


Leopold Staff
"Przygnębienie"


Zmierzch melancholią szarą spływa...
Senność powieki moje klei,
Pełen znużenia, bez nadziei,
Chcę spać bez marzeń i rojenia...
Gdzieś płacz sierocy się odzywa...
Chcę spać... Myśl jakaś pośród cienia
Błądzi, sen mąci mi, przerywa,
Ciągła, natrętna, uporczywa...

Światłość dnia blada dogorywa,
Światłość omdlała i znużona...
Zraniona łania kędyś kona
W śmiertelnej ciszy mrocznej kniei...
Litości niemym okiem wzywa...
Jestem znużony, bez nadziei...
Chcę spać... Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa...

Zmierzch melancholią szarą spływa...
Senność powieki moje klei...
Znużony trudem, bez nadziei
Błądzi wędrowiec mroźną nocą.
Pustka bezludna w krąg, nieżywa...
Mróz zgnębi go swą twardą mocą...
Chcę spać... Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa...


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
"Mewa"


tęsknota nade mną szeleszcze.
Trąca mnie skrzydłem mewiem.
Czy wciąż ta sama jeszcze?
Nie wiem! Nie wiem…


Ciesielczuk Stanisław
"Nie Przychodź"


Nie przychodź do mnie, nie przychodź...
Zostań na zawsze przepięknym
Snem i pragnieniem cichym...
Nie przychodź...

Nie przychodź do mnie, nie przychodź,
dlatego, żeś taka mi droga,
że pragnę, abyś przyszła -
nie przychodź...

Nie przychodź do mnie, nie przychodź,
choć ciągle do ciebie tęsknię,
choć dławi mnie wołanie...
Nie przychodź...


Ciesielczuk Stanisław
"Oto masz powiew chwil..."


Oto masz powiew chwil, z którymi płynę:
Myślę o tobie, smutno mi i cicho...
Przeszłość mi mówi, że i ja przeminę,
Jak dzień, jak wieczór, jak noc z gwiezdną pychą.

Snuje się zapach, niby sen już znany,
I snuć się będzie tak samo, jak dzisiaj,
Gdy wszystko, teraz bez miary kochane,
Pójdzie ode mnie z sercem mego życia.

Oczami myśli patrzę w twoją stronę
I chciałbym trafić aż do twoich oczu.
Odległość wiesza nieczułą zasłonę -
Chciałbym ją przedrzeć i ciebie tu poczuć!


Frajlich Anna
"Posłanie"


Wołam ciebie
z dna niepokoju
z gór śnieżnych na zawsze
z opadającego liścia wołam
ciebie wypłoszona z gniazda snu
z kropli nocy
gdzieś za szybą porzuconej
- przyjdź - wołam
a ty nerwowymi palcami
głaszczesz moje włosy
a ty nie słyszysz.


Szymborska Wisława
"Czwarta nad ranem"

Godzina z nocy na dzień.
Godzina z boku na bok.
Godzina dla trzydziestoletnich.

Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie.
Godzina, kiedy ziemia zapiera nas.
Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.
Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.

Godzina pusta.
Głucha, czcza.
Dno wszystkich innych godzin.

Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.
Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem
- pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta,
o ile mamy dalej żyć.



Kiedyś... skopiowałem słowa jednej z koleżanek "po fachu"... które wydawały mi sie... jakby Twoimi słowami... Twoimi myślami......  Dziś przypomnę je... Wiedząc..., właśnie DZIŚ wiedząc... że to "kiedyś".... nadal TRWA:) i nadal cieszy:)))


Kiedyś lubiłam tańczyć... lubilam się bawić...szaleć...kręcąc się na parkiecie lubilam czuc ten klimat, ten szum w głowie spowodowany hałasem, krzykiem i procentami... lubilam się budzić z tym zamieszaniem  w glowie jakie jest tylko po szalonej głośnej imprezie... Lubilam te poranki kiedy jeszcze w uszach slychac ulubione piosenki i jeszcze czuć klimat nocy mimo wschodzącego slońca
Kiedyś lubilam siebie... lubilam patrzeć w lustro... stroic się... lubiłam gdy na mnie patrzono ... z podziwem... z mala zazdrością w spojrzeniu... lubilam sie podobać, przykłuwać wzrok, lubilam podrywać, kokietować, dyskretnie uwodzić... lubilam to...
Kiedyś lubiłam mężczyzn, lubilam ich towarzystwo, nie kończące  się rozmowy, zabawy, glupoty,
Kiedyś lubiłam robić szalone rzeczy, żyć pełnią życia, cieszyć się każdym dniem
Kiedyś lubiłam kręcić się bez opamiętania w koło kiedy padal ulewny deszcz, w obcislej koszulce, która pod wplywem wilgoci przyklejala mi się do ciała...
Kiedyś lubilam łazic po lasach, wspinać się na mury i drzewa by podziwiać piękny świat
Kiedyś lubilam leżeć na piasku i sluchać szumu fal, nie przejmować się niczym
Kiedyś lubiłam prędkość jadąc samochodem i szybkie życie
Kiedys lubilam spacerować nocą, patrzeć w niebo
Kiedys lubilam się uśmiechać i głośno śmiać
Kiedyś byłam niezależna, potrafiłam doskonale sama sobie radzić
Kiedyś bylam kimś innym...



Czekam na tę chwilę... może kiedyś...
wykonamy fotosesję moich marzeń...
tę o której mówiłem Ci tyle...

Marzę... że kiedyś... zobaczę Twoje włosy...
zmoczone ciepłym letnim deszczem......

Marzę... że kiedyś ujrzę Was... na spacerze po Starówce... w trójkę.. czwórkę... a niech tam... piątkę:P

Wierzę... że wygrasz:)))
wykorzystaj swój czas...



  

papa
Indi
:)
serceserceserce

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (113) | zaloguj się, aby dodać komentarz

.

piątek, 28 września 2007 3:30

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

piątek:((((( ty, co dajesz i odbierasz... czemuś się narodził!!

piątek, 28 września 2007 1:15

Piechal Marian
Przypadek

Na mojej ścieżce
tuż pod moją stopę
wypełzła z trawy
żółta gąsienica
ode mnie przecież
zależało tylko
czy ją rozdeptać
czy darować życie
nie myśląc o tym
bezwiednym odruchem
wzdłużywszy krok swój
odwróciłem jej los

kiedym przystanął
i spojrzał za siebie
motyl pokłonnik
usiadł mi na ręku





Piechal Marian
Ma granice nieskończony

Mogę przekształcić krajobraz,
zawrócić rzekę do źródła,
planować wiatry i burze,
mogę pojechać na Księżyc,
dokonać syntezy białka,
wysadzić z orbity Ziemię.
Tylko nie mogę przywrócić
życia zdeptanej biedronce.



Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

żar

środa, 26 września 2007 23:50

 

Hillar Małgorzata

 

Ogień



Wystarczy
drobna iskierka
wzruszenia
aby buchnął płomień
w olbrzymiej retorcie
brzucha

W pokręconych przewodach
toczą się
płyną
huczą
rozcieńczone uczucia
choćby były twarde
jak kryształ

Wzbierają strumienie
potoki
rzeki
rozgorączkowanego śluzu
znajdujące ujście
w morzu łez
w morzu słów
w morzu milczenia

Pali się
ogień bebechów

Jedyny ogień
który bez tlenu płonie
jak chemiczna czysta
materia pożaru

Nie ugasi go
lód
obojętnej myśli

Wielka chemia trzewi
produkuje
najwyższą temperaturę
namiętności

Gruczoły wydzielają soki
nienawiści
strachu
pożądania

Tryska
gejzer histerii
roztopiony bursztyn
żółci

Burzy się
adrenalina
dziewiąta fala
gniewu

Nabrzmiewa
ogromna róża
wątroby

A serce
jak obojętna pompa hydroforu
tłoczy krew
na wszystkie piętra
rozdygotanego budynku
aby utrzymać w nim
mimo wszystko
temperaturą 36*6'C

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

idzie jesień

środa, 26 września 2007 13:49


No i przyszła jesień...

Zadomowiła się dziś u mnie... prawdziwa Pani Jesień... nie taka z obrazków, nie pełna słońca, młodości, uśmiechu... Przyszła dojrzała kobieta. Spowiła białym tumanem łąki i lasy, i rozsiadła się jak u siebie. A to dopiero... tylko co przyszła i już się panoszy...

No dobra... i ja uległem dziś jej wpływom... Ani wstać mi się nie chciało, ani jechać przez mgłę... Sporo stłuczek po drodze... Dobrze mieć sprawne hamulce... od jednego przypadku dzieliły milimetry... ktoś zajechał, kilka osób zaczęło hamować... mi się udało, nieznajomemu przede mną nie... troszkę kosztów go czeka:(.... a przedwczoraj inna kolizja, też na moich oczach... Chyba jakaś niemoc zagościła w naszych główkach razem z tą senną jesienią... I gdzie się podziały naładowane do pełna pięknym słońcem akumulatorki?!? Wyparowały, hiii..... Lepiej teraz uważać na drodze... I samochodzik też niech się lepiej wzmocni... wysłałem go na przegląd i po parę usprawnień:P

I tym samym pozostałem bez mojego kochanego autka... ZOSTAŁEM SAM;)

Jak to zabrzmiało!!!  No może nie do końca sam... mam zastępcze autko, nie mogę narzekać:P Mam bliższe i dalsze bratnie dusze... a jednak... jest poczucie że czegoś brakuje...

Tak się zastanawiam... nad innym "podobnym" zagadnieniem...

Ktoś spędza z kimś całe swoje życie... A może ograniczę się... Powiedzmy, są ze sobą pięć... dziesięć lat... są bardziej lub mniej szczęśliwi... kochają się, czy kochali... bez tego na pewno nie byliby razem tak długo... czy razem? to też temat na odrębne zagadnienie... jak wygląda "bycie" z kimś... czasem ogranicza się do wspólnych spotkań, czasem wspólnego zamieszkiwania, innym razem zamyka się w formie mniej lub bardziej formalnego związku... ale nie w tym rzecz... losy różnie się układają... pary albo nie były dla siebie przeznaczone... albo po prostu nie wytrzymały ze sobą... rozstanie... stopniowe, nagłe, w przyjaźni, w desperacji... i pozostają... dwie, niezależne jednostki, single.

Singlem być! Ciekawa sprawa, ciekawy problem... tyle mieszanych odczuć... tyle niepewnych definicji... dla jednych spełnienie marzeń po koszmarze poprzednich lat... dla innych dramat życiowy i tragedia... Jedni potrafią się szybko odnaleźć, dostrzec nowe zalety tego stanu... Inni czują się z dnia na dzień bardziej zagubieni, przytłoczeni nową rzeczywistością, otuleni tęsknotą i niespełnionymi marzeniami...

Tak się zastanawiam... życie bez zobowiązań, bez zakazów i nakazów... bez pretensji i skrzywionych min, bez zazdrości i płaczu... kiedy chcemy możemy wymykać się do znajomych... kiedy mamy ochotę możemy skoczyć na tańce... kiedy indziej możemy spotkać się z nowym mężczyzną, obcą kobietą... sami decydujemy czy nam to pasuje czy nie... wybieramy jakiego chcemy partnera na dyskotekę bo po prostu dobrze się nam z nim tańczy... wybieramy towarzysza na wakacyjny wyjazd bo wiemy że nas rozbawi, zapewni moc wrażeń... idzemy z koleżanką na zakupy bo tak chcemy, szukamy lokatora do wspólnego mieszkania bo nam to odpowiada... Na nikogo nie trzeba się oglądać... od nikogo słuchać pouczeń, przed nikim tłumaczyć, że się za dużo wypiło, że za późno dotarło do domu, że z tą osobą spotkałem się bo ją po prostu lubię... Same zalety, prawda? Mało??? W pracy.... nareszcie możemy skupić się na tym co robimy... nikt "bliski" nie dzwoni, nie przeszkadza w trakcie... o nikim nie musimy myśleć w ciągu dnia... W domku też spokój... nikt się nie kręci, nie staje na głowie, nie krzyknie, nie uderzy! Słuchamy muzyki jakiej sami chcemy... Oglądamy filmy na które my mamy ochotę... Całe życie należy do nas! Do nas i tylko do nas!!!

Nie wszyscy jeszcze wierzycie? Błąd. Wiele osób wybrało taki styl... wiele znanych osób... które wcześniej wiele lat spędziły z partnerem... Weźmy taką Grażynę Szapołowską... To jej słowa... lepiej spać z psem niż z mężczyzną, pies przynajmniej nie chrapie;) A Monika Jaruzelska... "trudno mi z kimś mieszkać, męczą mnie kompromisy bycia pod jednym dachem". Osoby będące singlami są szczęśliwe już z racji samego faktu, że to jest ich własny, świadomy wybór... Wreszcie jakiś własny wybór... coś dla siebie, nie dla niego, nie dla niej, nie dla nas... dla mnie:)  A przy tym.... zupełny brak wyrzutów sumienia... nie musimy nic przemilczać, nie potrzebujemy koloryzować, nie oszukujemy nigdy drugiej strony (skoro jej nie ma)... nie zastanawiamy się, jak dobierać słowa, żeby jej nie zranić... nie powstrzymujemy się przed obejrzeniem na piękną nieznajomą, przystojnego wysokiego oczarowującego faceta... czy nawet przed bezczelnym gapieniem się... a może poproszeniem o numer telefonu... Tiaaa... żadnych przy tym pretensji czy spojrzenia spod oka... Bajka nie życie... Bjuti lajf... Spoko loko luz i spontan:)

Pięknie i bajecznie... wszystkie marzenia w zasięgu ręki... kariera stoi szerokim otworem... nasze życie... moje życie... zależy tylko ode mnie, jestem szczęśliwy, jestem w siódmym niebie... kocham samotność... koniec i kropka. Ehhhhh....... tylko dlaczego to wszystko nie prawda:(  Do czego my ciągle tęsknimy? Dlaczego ciągle o Nim marzymy.... Czemu zapominamy o tym, że z Nią nie mogliśmy się porozumieć... Dlaczego szukanie kompromisu wydawało się kiedyś takim trudnym zajęciem... Oj... czemu tamten świat legł w gruzach....... Gdyby cofnąć czas........

 



Idę coś zjeść... zgłodniałem;-)
Może jakiś mały kebabik, mniaaammmm:)))

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

odpowiedź;)

wtorek, 25 września 2007 11:17
Świrszczyńska Anna, Rozczarowana i szczęśliwa


przede mną idzie mężczyzna
cienki w biodrach, wysmukły
jak dym z komina.

idzie niosąc w sobie
swoje męskie myśli, których nie znam,
tajemnicę - można by rzec -
męskości.

odwrócił się.
to przecież tylko mój mężczyzna.
włożył inny płaszcz, dlatego nie poznałam.
znika urok,
ta twierdza jest już zdobyta.

wyciągam ręce, śmieję się,
rozczarowana i szczęśliwa
biegnę ku niemu
jak ku samej sobie.
  
 Świrszczyńska Anna, Samica i samiec

Zapłodniłeś mnie i urodziłam perły,
Autentyczne. Zobacz.

Patrzysz zdumiony,
przeraża cię to bogactwo,
którego nie rozumiesz.

Kamyku, co poruszyłeś lawinę,
zobacz, jak świeci
jej zdyszany przepych.
Posłuchaj ciężkiego hymnu
spadania.

Kamyku bez oczu i uszu.
  
Świrszczyńska Anna, Odwaga

Nie będę niewolnicą żadnej miłości.
Nikomu
nie oddam celu swego życia,
swego prawa do nieustającego rośnięcia
aż po ostatni oddech.

Spętana ciemnym instynktem macierzyństwa,
spragniona czułości jak astmatyk powietrza,
z jakim mozołem buduję w sobie
swój piękny człowieczy egoizm,
zastrzeżony od wieków
dla mężczyzny.

Przeciw mnie
są wszystkie cywilizacje świata,
wszystkie święte księgi ludzkości
pisane przez mistycznych aniołów
wymownym piórem z błyskawicy.
Dziesięciu Mahometów
w dziesięciu wytwornie omszałych językach
grozi mi potępieniem
na ziemi i wiecznym niebie.

Przeciw mnie
jest moje własne serce.
Tresowane przez tysiąclecia
w okrutnej cnocie ofiary.
    
Świrszczyńska Anna, Ja nie mogę

Zazdroszczę ci.
W każdej chwili
możesz odejść ode mnie.

A ja od siebie
Nie mogę.
 
 
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Gdyby jutra nie było... - miłość czy szaleństwo

poniedziałek, 24 września 2007 12:55

On... ona... i ten trzeci...

Była sobie kiedyś młoda, piękna dziewczyna... powiedziałbym kobieta... pogrążona w smutku po śmierci ojca. W jej życiu pewnego razu zawitała kruszynka szczęścia, taka mała odrobinka... nadziei. W wielkim i głębokim tunelu smutku zaświeciło światełko, pojawiła się iskierka uczucia... Zakochała się. Pokochała miłością tak wielką, że trudno ją nawet nazwać... Zafascynował ją mężczyzna, który do jej pochmurnego zobojętniałego szarego świata wprowadził uśmiech, radość... Uczucia od dawna jej obce. Dotychczas przy minimalnej chęci do życia podtrzymywał ją jedynie przyjaciel... osoba miła, serdeczna... potajemnie podkochująca się w niej... ale nie potrafiąca poruszyć jej serca.

Nowo poznany mężczyzna nauczył ją cieszyć się drobiazgami... pokazał, że świat mimo przeciwności losu pełen jest radości... Ale i pokazał co innego... nie wszystko można mieć... nie zawsze... Ów mężczyzna zakochał się w niej tak samo szaleńczo, odwzajemniał jej miłość... ale jej tego nigdy nie pokazał... nie pokazał właśnie dlatego, że tak bardzo pokochał... wybrał mniejsze cierpienie dla niej... Nie mógł jej poświęcić siebie całego, bo... umierał... pozostało mu kilka miesięcy życia... Jego serce nie było w stanie bić dłużej. Wolał więc zranić ją teraz, niż rozkochać jeszcze bardziej i pozostawić samą... Pokazał jej zdjęcie, które przedstawiało go razem z lekarką... przedstawił jako swoją żonę, za którą przyjechał do tego miasta szukając u niej wybaczenia... Chciał w ten sposób osłabić uczucia jakie wyczuwał u niej do siebie... Chciał sprawić, żeby o nim zapomniała... Starał się odwrócić jej miłość w stronę przyjaciela, tego trzeciego... Włożył w jego usta swoje słowa... odczytał z jego pamiętnika swoje głębokie wyznanie miłości i tęsknoty za nią... teraz... i nawet po śmierci... Mało istotny jest fakt, że w tym pamiętniku były tylko białe, niezapisane karty... a każde słowo było jego wymysłem... Ona uwierzyła.

Odwróciła się od chorego mężczyzny, przekonana o tym, że nic do niej nie czuje, że ma już rodzinę... Zbliżyła się do przyjaciela... A przyjaciel... nikomu nie trzeba mówić, jaki stan euforii zapanował u niego... kiedy już przetrwał pierwsze wyrzuty sumienia... i zgodził się z mężczyzną... że w ten sposób oboje ofiarują kobiecie uczucie, które z nią na zawsze pozostanie. Odbyło się przyjęcie zaręczynowe... wzięli ślub... A wtedy, przypadkiem... Ona spotkała lekarkę.. dowiedziała się że pani doktor ma męża... ale bynajmniej nie jest nim tamten mężczyzna. Dowiedziała się o jego chorobie... odszukała umierającego w szpitalu... nie sposób opisać żalu który przeżyła i wylanych łez... Nie sposób opisać tego co czuł Przyjaciel, już mąż... widząc rozmowę swojej żony z umierającym człowiekiem... widząc ich ogromne uczucie jakie nadal nie wygasło... Widząc jak bardzo ten mężczyzna starał się je tłumić, jak bardzo odsuwać ją od siebie... Nie tylko jej łzy się polały... Ehhh... kilka razy podrywałem się z łóżka przemyć twarz... Mocne były ostatnie słowa umierającego mężczyzny... nie pamiętam dobrze, ale sens był mniej więcej taki... Zaopiekuj się nią, daj swoją miłość... oddaję Ci ją w tym życiu, ale w każdym następnym... ona będzie moja... obiecaj...

Na koniec scena - kilka lat później... Przyjaciel z Nią.. tworzący szczęśliwą, kochająca się rodzinę.. i ich dziecko.... I inne piękne słowa (tak jak je zapamiętałem)...
Wiele osób żeni się.... i znacznie później w swoim mężczyźnie, kobiecie... próbuje odnaleźć przyjaciela. Ja miałam to szczęście, że najpierw poznałam przyjaciela... a później pokochałam, i ofiarowałam mu swą miłość....

/ Na podstawie musicalu "Gdyby jutra nie było", Indie, 2003 /


Is... dziękuję za rozmowę...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

o niej

sobota, 22 września 2007 19:41
Hillar Małgorzata, O nim

Jest dla niej
bardzo dobry

W pociągu pełnym ludzi
zawsze znajdzie miejsce
przy oknie
Sam w korytarzu stoi
nad gazetą się kołysze

Kiedy deszcz pada
swój płaszcz jej oddaje
Mówi
Nic mi nie będzie

Oddałby jej
swój sen
swoje oczy

Jest dla niej
bardzo dobry
mówią

Czego ona jeszcze chce

A ona nic nie chce
Uśmiecha się do niego
i płacze

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ciężko mi...

sobota, 22 września 2007 16:04

Staff Leopold, Kochanka

Przyjdę do ciebie w północ ciemną, z nowiem...
Drogę przez półmrok wskaże mi tęsknota...
A ty, choć o swym przyjściu nie powiem,
Wyjdziesz i sama otworzysz mi wrota.

Choć ciemno będzie, nie spytasz, kto jestem...
Dotkniesz mej dłoni i zaraz się dowiesz...
W głębokiej ciszy o nic słów szelestem
Nie spytam ciebie - a ty mi odpowiesz...

Cicho mnie w blade pocałujesz skronie,
A choć nie wyznam ci, że mnie coś tłoczy,
Ty mi utulisz głowę na swym łonie
I sama w wieczny sen zamkniesz mi oczy...

 

Staff Leopold, Kochać i tracić...

Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znowu się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać "prowadź!"
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...

Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w ton za perłą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Ślady na piasku i kręgi na wodzie.

 


Staff Leopold
, Przygnębienie

Zmierzch melancholią szarą spływa...
Senność powieki moje klei,
Pełen znużenia, bez nadziei,
Chce spać bez marzeń i rojenia...
Gdzieś płacz sierocy się odzywa...
Chcę spać... myśl jakaś pośród cienia
Błądzi, sen mąci mi, przerywa,
Ciągła, natrętna, uporczywa...

Światłość dnia blada dogorywa,
Światłość omdlała i znużona...
Zraniona łania kędyś kona
W śmiertelnej ciszy mrocznej kniei...
Litości niemym okiem wzywa...
Jestem znużony, bez nadziei...
Chce spać... Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa...

Zmierzch melancholią szarą spływa...
Senność powieki moje klei,
Znużony trudem, bez nadziei,
Błądzi wędrowiec mroźną nocą.
Pustka bezludna w krąg, nieżywa...
Mróz zgnębi go swą twardą mocą...
Chce spać... Sen mąci mi, przerywa
Wciąż myśl natrętna, uporczywa...
Staff Leopold, Więc można kochać...

Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?
Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem...

Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,
W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,
Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu!

I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,
Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem,
Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."
Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

historia życia pewnego stworzonka

sobota, 22 września 2007 15:33

"Cichy zapada mrok...
idzie już... ciemna noc...

zostań... zostań wśród nas...
tak jak byłeś za dnia..."


    *     *     *

Łaaaałłłłł.... jak ja luuuubięę sięęę przeeciąąągać...
No dość!
Pora wstawać... I tak już za długo leniuchowałem... Nie spędzę przecież całego dnia w łóżku....

Nie, nie spędzę... aaa.... a może... a może spędzę?!? Nie! dość! Mam jeszcze dużo do zrobienia... Idzie zima, a spiżarnia prawie pusta...  Charcowało się latem, zabawiało jesienią... no to teraz przychodzi płacić za to zlekceważenie nakazów Mateczki Przyrody. Wstajemy leniu... no  już... po kolei... prawa nóżka... o... jest:) dobrze... Teraz prawa łapka... już prawie... prawie... taa... :))) udało się! Dobra, dobra... to nie wszystko...  teraz kołderka na boczek... Okay, może być powoli, centymetr po centymetrze... byle do przodu.

Jest. Liście z boku. No to teraz już z górki.

Karczek przeturlać byle bliżej krawędzi łóżeczka... a teraz szybki zarzut lewej nóżki i łapki... i już po sprawie... Wszystkie cztery odnóża na glebie.  I o to w tym wszystkim chodzi. Zawsze spadać na cztery łapy... jak kot...

Hmmm... No tak. Ale ja przecież kotem nie jestem... Skąd mi to w ogóle przyszło do główki... Ja jestem tylko zwykłym jeżykiem. No i w moim  wykonaniu to salto nie zako ńczyło się tak, jak by sobie koteczek wymarzył... Gruchnąłem o ziemię, aż mi brzuszek jęknął... Oj! zabolało... Ale co  tam brzuszek... ważne że ten pierwszy, najtrudniejszy kroczek zrobiony. I dalsze rozbudzanie nie powinno już być tak trudne...

Doczołgałem się jakoś to drzwi... zdaje mi się, że przejście przez pokój zabrało całą wieczność... Pomyślał by kto... przecież moja norka w tym starym, spróchniałym dębie, to zwykłe M1... Nie udało mi się znaleźć nic większego... Nawet się specjalnie nie starałem.... Taki był ze  mnie lekkoduch latem. Wszyscy szukali mieszkania, wszyscy gromadzili zapasy na zimę, a ja tylko zabawa i zabawa... No i kiedy w końcu z  przerażeniem stwierdziłem, że zaczyna się robić chłodniej, że poranna rosa na źdźbłach traw coraz częściej iskrzy się w świetle budzącego się słonka mikroskopijnymi igiełkami lodu - nawet mi się to podobało, widzieć odbicie własnego oka w trawie:) - pomyślałem wówczas: starczy  tej zabawy, zakopujemy zabawki, pora pomyśleć poważniej o przetrwaniu...

Poszukiwania domku na zimę trwały równy tydzień... Raz nawet udało mi się znaleźć piękne M3, z wejściem na pięterku, przez dziuplę... Ale  koszty utrzymania okazały się za wysokie... Nie wyrobiłem... zapach tego skunksa był nie do zniesienia... Takim to dobrze... Przychodzi kiedy zechce, nawet się specjalnie nie wysila... Powie swoje, zrobi swoje, a ty bracie wąchaj... wąchaj i czuj... wąchaj i trzęś się ze złości... Nie na moje nerwy... Wyniosłem się szybko... Lepiej znaleźć coś bardziej na boku... nawet mniejszego, ale własnego.

No i tak, po tygodniu, trafiłem na mój nowy domek. Malusi, ale taki pięknusi:) Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Ale nie znalazłem go  sam... o nie. Pomógł mi, jak to zwykle czynił w moim krótkim życiu, Pan Przypadek... zesłał na mnie lisicę... Oj... co to była za akcja... Nawet nie wiedziałem, że jeże mogą tak szybko biegać, że też mi się wówczas nóżki nie poplątały z łapkami... Miałem szczęście, dużo szczęścia...  Jeszcze dziś, na wspomnienie, igiełki na karku stają mi dęba i swędzą na koniuszkach... Ukryłem się w gęstwinie liści, głęboko, metr pod ich powierzchnią... Przeczekałem. Lisica powąchała, porozglądała się, pokrążyła kilka minut dokoła... kilka razy oddalała się i wracała... Ale za  którymś razem, po którymś oddaleniu, jej szybki oddech nie pojawił się ponownie...  Stwierdziła pewnie, że znajdzie łatwiejszy łup... Jej  problem, moje szczęście. Uśmiechnęło się do mnie. Życie! boniu, jak ja kocham życie! Żyję i mogę dalej poznawać świat. Szczęście okazało się podwójne. Kiedy spróbowałem wydostać się na powierzchnię, nóżka ugrzązła... nie mogłem jej wyciągnąć... Szarpałem się chwilę, ale  skutecznie się zaklinowała. Zanurkowałem łebkiem głębiej, i wtedy ją zobaczyłem... Norka! Pusta... Tylko M1, ale przez nikogo nie zasiedlone...  Wyciągnałem szybko nóżkę ze szczeliny przy wejściu do norki, pomagając sobie obiema łapkami, i wszedłem do środka... Cudo! Jasno, oświetlenie przez małą dziuplę kilka metrów nad głową.... Na tyle niewielką, że żaden drapieżnik nie dostanie się do środka, ale na tyle obszerną, że dawała jasne światlo w całej norce... Pyszota! Ściany w ciepłych kolorach brązu, na północy tapeta z mchu, co za obrazek... takie  milusie odcienie zieleni... Podłoga! Trendi klepka, jak z najnowszych katalogów leśnego żurnala... prawdziwe drewno... Takie ciepłe, i będzie łatwe w utrzymaniu, nawet ogonkiem nie trzeba zamiatać... jakby przygotowane w sam raz na moje przybycie...

I tak zamieszkałem w swoim własnym mieszkanku.Od tamtej pory minęły trzy dni... Głodny jestem... Dziś po raz pierwszy postanowiłem wyjść na zewnątrz... Sądziłem, że lisica definitywnie zrezygnowała i będę już bezpieczny... Muszę w końcu przemyć się w strumyku i pójść poszukać czegoś do jedzenia... I odłożyć trochę zapasów... Całe szczęście, że w tym roku zima się spóźnia i śniegi jeszcze nie nadeszły...

Brzeg norki... dotarłem... nawet się już nieco rozbudziłem. I brzuszek trochę mniej boli. Dałem radę wyprostować najpierw łąpki, później nóżki. Teraz byle na zewnątrz. Przyjrzałem się szczelince... to w niej ugrzęzła mi nóżka... Jak to się mogło stać? Niepojęte... taka zwykła sobie  niegroźna szczelina... Włożyłem łapkę... nic. Włożyłem nóżkę... nic. No w żaden sposób nie mogłem się zakleszczyć... Za łagodna, za płytka...  Jak mi się to udało ostatnio, zamyśliłem się... Przecież to niemożliwe... Hmm... No cóż.... mój rozumek jest za mały, nie zgłębię tego teraz...  Przypadki chodzą po jeżach i już! Dosyc dumania! Komu w drogę temu jabłko pod nogę...

Wyszedłem. Jaki piękny ranek... jakie kolory... jak ślicznie podświetlone małe białe obłoczki, płynące powoli, z gracją i dostojnością, po  lazurowym niebie. I ten świergot ptaszków... Gile... Jakie to miłe... jak przyjemne, że nie wszystkie ptaki odlatują na zimę... Że niektóre pozostają, a inne nawet przylatują z dalekich krain i przez cały czas umilają życie swoimi ariami...

Rozgarnąłem szerzej liście, wysuwając się w całości na powierzchnię... Kiedy tak uciekałem przed lisicą, zauważyłem nieopodal piękny strumyk. To jest cel mojej dzisiejszej podróży.

Kilka minut później zbliżałem się do sitowia... To tam... za tym łanem sterczących z wody gałązek, jest strumyk... i łagodne zejście...  Przedzierałem się przez ostatnie konary ogołoconych z liści drzew, wyjrzałem przez pochylony konar jednego z ostatnich drzewek, które od sitowia dzieliło już tylko kilka metrów, kiedy nagle.....

Stanąłem jak wryty!
Ona tam była...
Stała... stała pochylona nad strumieniem...
przyglądała się tafli wirującej wody...
pyszczek zbliżony do powierzchni, zdawał się ją niemal muskać...
ale pozostawał cały czas suchy...
jakby jakaś niewidzialna siła przytrzymywała go w bezruchu...

i te oczy...
piękne... głębokie...
ogromne...
i całe zapłakane...
czerwone od łez i wyżerającej je soli...
niesposób było dostrzec ich kolor...
odbijała się w nich tafla strumienia...
mieniły się różnymi barwami...
nieruchome, a pozostawały w ciągłym
ruchu, jak gdyby chciały się wyrwać
na wolność...

może były brązowe... a może zielone...
trochę siwe, niebieskie... nieco szare...
czasem nawet czarne...
i takie smutne... niewiarygodnie smutne...
że aż żal ścisnął za serce... Niewielkie
rzęsy lekko podążały za powiekami, w takt
ich ruchu... nawet one, ich wygląd,
podkreślały ten straszny smutek, jaki
musiał dotknąć tę istotę...


Przycisnąłem się do ziemi, najmocniej jak mogłem... Nie chciałem jej spłoszyć... Zamknąłem powieki... otworzyłem... nadal tam stała...  Zamrugałem jeszcze kilka razy oczkami, nic się nie zmieniło... Stała pochylona i zamyślona... na samym skraju strumienia... Ciągle  nieruchoma, na czymś bardzo skupiona... Nie usłyszała mnie... wychyliłem lekko główkę... Dziś źdźbła traw nie świeciły... nie odbijały promieni  słońca... nie były skute lodem... Poranek był cieplejszy niż w ostatnich dniach, słońce świeciło już mocno. Ale ten stan przyrody jeszcze  bardziej harmonizował z jej stanem i go pogłębiał w oczach obserwatora... Ciemna, bura barwa brązu traw tylko wzmagała uczucie wielkiego  żalu i cierpienia... A słomiany kolor sitowia prawie zlewał się z jej sierścią, niczym nieosłoniętą... Przesunąłem się trochę w lewo...  doczołgałem się do sąsiedniego konaru... pnia właściwie... Oj brzuszek... znowu zabolał... chyba musiałem zadrapać go rano... Jeże nie robią  salt, jeże nie robią salt... zapamiętaj to w końcu ty mała niezdaro...

Chciałem dojrzeć jej całą sylwetkę, wcześniej osłoniętą sitowiem... Przesuwając się do tego pnia odsunąłem się jednocześnie od sitowia i  teraz powinienem mieć niczym niezmącony widok... Podniosłem łepek... zrazu bardzo powoli, wyostrzając wzrok na stojącej trzy metry dalej  postaci... i... zamurowało mnie...

Jeszcze nigdy nie widziałem
czegoś takiego... Nigdy nie
spotkałem takiego piękna...
jeszcze nigdy nie dane mi było
ujrzeć prawdziwego anioła
w zwierzęcej skórze!


Kucałem tak i patrzyłem... oddech ugrzązł w gardle, oczy zaczęły piec, ale nie mrugałem... zastygłem w tej pozie i obserwowałem...

Kopytka... Śliczne, drobniutkie,
trzy piękne raciczki na końcach
każdej stópki... Równo wygładzone,
widać że wypielęgnowane, że
ona dbała o swoją urodę... ale
i widać było, że nie musiała się
wcale wysilać... ta uroda biła z
niej mocniej niż rwały się fale
strumienia nad którym stała...
promieniała bardziej niż
promienie słońca, odbite
w strumieniu... Widok niesamowity...
zgrabne, gibkie nóżki, delikatne,
ale jednocześnie takie umięśnione...
widać było, że nie pochodziła
z arystokratycznego stada..., że
wychowało ją jedno z tych stad
poszukujących żeru na skraju
lasu..., że musiała w życiu wiele
przejść i to życie jej nie rozpieszczało,
zahartowało ją i wzmocniło... jak
dużo można wyczytać z czterech
odnóży... A jednak ten hart, to doś-
wiadczenie nie były dość silne...
nie ochroniły jej... wystarczyło
spoj
rzeć wyżej...


Uniosłem wzrok... Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był tak spięty... co się ze mną dzieje... czy ja nigdy nie widziałem młodej sarny? Tak to  wyglądało... ale to nie była prawda... Sarenki są bardzo rozpowszechnione w naszym lesie... widywałem ich tysiące... i zgrabniejsze... i  piękniejsze... bardziej smukłe... bardziej zadbane... Co mi jest? Dlaczego nie mogę oderwać wzroku...

Jej ciało... dygotało...
Spazmy, kurcze mięśni...
każdy widoczny pod skórą
jak w otwartej księdze...
skóra falowała pod ich wpływem,
to było piękne... zbyt piękne...
jak można się było tak zachwycać
kimś, kto tak bardzo cierpi...
Oczka już dawno wyschły...
łzy już nie leciały..., na twarzy
pozostały jedynie ich ślady,
wyschnięte smugi pozostawione
przez słone krople...

Nie mogłem dłużej patrzeć... Serce zakłuło... płuca się zacisnęły... twarz zbielała... Organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa...  Zamknąłem oczka... chciałem zapamiętać ten obraz... I zacząłem się powoli wycofywać. Źdźbło po źdźble, gałązka po gałązce, konar po  konarze, krzaczek po krzaczku, drzewo po drzewie... Kiedy oddaliłem się na tyle, że wiedziałem, że mnie nie usłyszy, zacząłem biec... Biegłem  jak szalony, jak opętany... Nie mogłem się opanować... Zawładnęła mną taka dzika potrzeba wyżycia się, wybiegania, zmęczenia do granic wytrzymałości... Łapka za łapką, nóżka za nóżką... zaczęły się plątać... zacząłem się potykać... W pewnej chwili gruchnąłem w glębę  jak długi...

/ Warszawa, 20 marca 2007 /


ciąg dalszy nastąpi...
...albo i nie;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zwyczajnie przytuleni

piątek, 21 września 2007 9:55




Polną drogą przytuleni do siebie
idą Ona i On
zapatrzeni w błonia kwitnących łąk
idą i nic nie widzą namiętnie zakochani
Zapomnieli nawet,że zima już minęła
liczą swoje winy wobec siebie
i w żalu wypominają,
że Ona patrzyła na innego
a to ,że On zapomniał ,
kochać nawet jej cień,
że dzień za krótki a noc za długa
Idą przytuleni,zwyczajna dziewczyna
i przeciętny chłopak
a z nimi idzie wielka miłośc


/ autor: m-l-54,  blog: m-l-54.bloog.pl /



Łzą leczyłam każdy smutek Twój,
Słowem pomagałam Ci wstać wtedy, gdy upadłeś
Choć przez chwilę zatrzymaj się przy mnie.. Stój!
Przecież tak niedawno być ze mną mi obiecałeś

Pocałunkiem wyleczyłam rany męczące Twoje serce,
Dotykiem sprawiłam, że czułeś się bezpiecznie
Ja nigdy nie chciałam niczego więcej!
Tylko tego, byś był przy mnie wiecznie


/ autor:???,  odnalazł: B-U,  komentarz do blogu: m-l-54.bloog.pl /


 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Bycie razem

wtorek, 18 września 2007 20:45

A może dziś z innej beczki;)
Bycie razem...
Nie razem z dziećmi... nie razem z tłumem...
nie razem ze swoimi prywatnymi myślami... nie razem z ciszą...
Bycie razem z Nim... bycie razem z Nią...
Co to jest?
Czym to jest?
To "zjawisko"... czemu chcemy być z kimś... a czemu czasem nie chcemy być z kimś...

Coś nas ciągnie, pewnego dnia nieznany osobnik czymś nam zaimponuje.
Może tym że jest wysoki i przystojny... może tym że wygadany, potrafi dobrze zażartować... może kręci nas po prostu, że się nami zainteresował...może podoba się czułość z jaką się do nas odnosi.. może imponuje tym, że w każdym towarzystwie umie się odnaleźć, jest oczytany, zdolny... a może... lubimy jego zapach... jego dotyk... to jak potrafi się nami zająć......

a może ta nowa twarz zaimponowała nam tym że jest szczera, że potrafi się otworzyć... zwłaszcza jeśli dotychczas obracaliśmy się w towarzystwie osób zakłamanych, kręcących... niegodnych powierzenia im swojego zaufania, swoich tajemnic, przemyśleń... potrafi do wszystkiego się uśmiechnąć, ma spojrzenie od którego nie sposób oderwać wzroku... jest inteligentna, zdolna, przedsiębiorcza... ot taka zdolniacha:) a jeśli jeszcze do tego piękna, zgrabna... ma wszystko na miejscu i we właściwych proporcjach...

Poznajemy się... coś zaiskrzy... czasem od pierwszego wejrzenia, innym razem przychodzi to z czasem... fascynacja? zauroczenie? zakochanie? przyjaźń? miłość? chęć bycia razem? A czy pomiędzy tym wszystkim, tymi słowami, są w ogóle jakieś różnice? Niektórzy się ich doszukują... ale nawet jeśli określić, co które z nich oznacza... przejścia z jednego stanu w drugi są na tyle płynne, że nigdy nie wiadomo, gdzie się właściwie stoi... wyznaczone granice płynnie przesuwają się to w jedną, to w drugą stronę...

No i stało się... zostajemy z kimś... jesteśmy razem, jesteśmy parą... Mówimy o sobie MY, nie JA i ON, nie JA i ONA... Pójdziemy, zrobimy, sądzimy, obejrzymy, zjemy... Uczucia, których nadal nie sposób nazwać, niemożliwe określić granice, narastają, mnożą się, puchną... Z czasem przyłapujemy się na tym, że większość czasu, większość swoich myśli poświęcamy tej drugiej osobie. Czasem może to być na tyle intensywne, że poważnie wpływa na nasze dotychczasowe zwyczaje, życie, pracę... Może być nawet niebezpieczne, w tym okresie największej fascynacji... niebezpieczne na przejściach dla pieszych, niebezpieczne na ulicy, ryzykownwe pracy, jeśli mamy nietolerancyjnego szefa;) który od razu zauważy nasze rozkojarzenie, spadek efektywności...

Ale z czasem to nieco przygasa.. i... no właśnie.. co dzieje się wtedy...

Widzę dwa warianty... albo nadal za sobą szalejemy, tylko już z większą rozwagą, dojrzałością uczuć... nadal tęsknimy gdy nie jesteśmy razem, nadal myślimy o sobie, ale to już nie zakłóca innych spraw... funkcjonujemy normalnie:)
albo...
uczucia przygasają coraz bardziej... z tygodnia na tydzień... z roku na rok... czasem mamy się szczerze dosyć... czasem na siłę szukamy ciszy, spokoju, samotności.. byleby pobyć chwilę sam na sam ze swoimi myślami, ze sobą...

Nigdy nie zgłębię tego, co wpływa na przebieg wspólnego życia... dlaczego w jednym przypadku uczucie nie przygasa nigdy poniżej pewnego poziomu, który zapewnia nam to że chcemy być z kimś na zawsze, bez względu na okoliczności i wypadki... a w drugim przypadku......

Potrzeba prywatności. Potrzeba oderwania się. Potrzeba zmiany. Potrzeba poznania czegoś nowego. Kogoś nowego. Może i nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale nasze więzi z partnerem słabną... Współżycie, codzienne czynności.. stają się bardziej rutynowe... zaczynają drażnić... coraz więcej kłótni... o banały... o drobiazgi, na które kiedyś nie zwrólibyśmy uwagi. Zaczynami tracić wspólny język, coraz rzadziej rozmawiamy... Jeśli mamy szansę mieszkać w domku, mamy większe mieszkanko... staramy się częściej przebywać osobno, w innych pokojach, mieć chwile oderwania, prywatności... a kiedy nie ma wyboru? mamy dzieci, mamy rodziców, teściową;) a może mamy tylko jeden pokój... staramy się tak planować dzień, by wrócić kiedy partnra jeszcze nie ma... albo wrócić dużo później... żeby krócej z nim przebywać... wyjeżdżamy częściej w delegacje... pracujemy w weekendy... A przebywanie razem.... albo drażni coraz bardziej... albo sprawia, że obojętniejemy na siebie... Stąd już tylko krótki krok do "okazji"... jeśli się nadaży... A to poznania nowego sympatycznego kolegi, a to spędzenia nocy z nową przemiłą koleżanką... Co dalej? I dlaczego do tego doszło? Przecież kiedyś tak nie było! Kiedyś byliśmy dla siebie wszystkim!! Czy nie da się tego przywrócić? Gdzie się podziało to coś?

I co to właściwie jest??? To "COŚ"... największa tajemnica ludzkości... tajemnica partnerstwa... czy ktoś to potrafi kiedyś nazwać?!?
Bo że to istnieje, fakt niezaprzeczalny... Odczuwamy to... czujemy w tych wszystkich pozostałych przypadkach, kiedy nasze ścieżki podążają pierwszą ze wspomnianych dróg, nie rozchodzą się nigdy, idą w tym samym kierunku... Kiedy jesteśmy ze sobą i zawsze nam siebie brakuje... Kiedy jesteśmy osobno, ale zawsze czujemy się razem... Kiedy w każdej sekundzie swojego życia potrafimy pomyśleć o Nim, o Niej... i się uśmiechnąć... i podziękować w duchu, że istnieje... że razem istniejemy:) Że jesteśmy MY, że inni widzą NAS... że jeden pokoik to nie przeszkoda... nawet gdy mamy ich pięć;) Chcemy spędzać czas ze sobą... chcemy rozmawiać... chcemy przebywać w ciszy... ale nadal obok. Kiedy jesteśmy spokojni o partnera, kiedy wyjechał służbowo, kiedy w najlepsze bawi się na wyjeździe integracyjnym, szaleje na dyskotece... Kiedy grzecznie odmówimy koleżance, która nas za bardzo podrywa na dyskotece... kiedy zaprotestujemy ostro gdy kolega próbuje nas klepnąć w pupę... wszystko dlatego że nadal jesteśmy MY... i że chcemy żeby tak pozostało... chcemy razem dorośleć, dojrzeć... wychować dzieci... wychować ich dzieci... zestarzeć się... czerpiemy z tego wielką radość... czujemy nasze szczęście nawet uszami:) I nadal pragniemy kochać się tak samo, i nadal pragniemy być ze sobą... iść wspólnie ścieżkami...

Czy to takie trudne?
Czego brakuje, żeby tylko taki wariant istniał na świecie?!?
I co zrobić, żeby również ten drugi z czasem przechodził w pierwszy...
a jeśli jednak nie dobraliśmy się... i nic nie da się z tym zrobić...
rozstaliśmy się...
ale nadal nie chcemy być samotni......
to jak znaleźć nowego partnera?
jakich cech w nim szukać, żeby tym razem się nie zawieźć?
Żeby tym razem zaistniało MY... i przetrwało!
No pytam się!!!
CZYM JEST OWE "COŚ"?
 


 Życzę wszystkim parom, żeby im zawsze było "po drodze" :)))

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (41) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Samotność!

poniedziałek, 17 września 2007 9:09

Temat szeroki jak rzeka... szerszy... prawie jak homo-sapiens. I chyba tylko z Człowiekiem nierozerwalnie związany... Iw, dziękuję, zwróciłaś znowu moją uwagę w tym kierunku. Dawniej często o tym myślałem. Jak to jest być samotnym. Kiedy czujemy się samotnie? A kiedy... powinniśmy się tak czuć.

Jesteśmy "zwierzęciem" stadnym. Każdy z nas ma naturalny pociąg do przebywania w towarzystwie innych ludzi. Do planowania strategii przeżycia razem z innymi... Tak samo dotyczy to par... tak samo większych grup, przyjaciół, znajomych, kolegów, koleżanek ze szkoły, z pracy... Nawet przypadkowo spotykanych ludzi w tramwaju, na ulicy, podczas spaceru, jazdy na rowerze, śmigania motorkiem:P

No i ciągle przebywamy razem... razem z kimś... Więc... Skąd się bierze to poczucie, dlaczego czasem... albo i stale... czujemy się samotni... Pardon! Na pewno nie dotyczy to wszystkich, ale znajdzie się spora grupka osób, które tak powiedzą o sobie. Jestem samotna, czuję się samotnym... Hmmm... więc chyba nie chodzi o fizyczne towarzystwo innego człowieka... dowolnego innego człowieka. Może brakuje nam kogoś, komu możemy po prostu zauwać? Czy to będzie zupełnie obcy człowiek, czy znajomy, przyjaciółka, mąż, dziewczyna, facet... Tiaaa... ale i to chyba nie wszystko. Powiedzmy że mamy takiego Kogoś. W każdej chwili możemy zadzwonić, zawsze możemy wpaść porozmawiać, wysłać smsa, mejla, uruchomić gg... Do kogo możemy odezwać się kiedy złapie smutek... Z którym możemy podzielić się kiedy przyjdzie radość. Z kim chcemy rozmawiać w dzień i w nocy:) Kto nas zrozumie, wysłucha, doradzi... pobędzie chwilę wirtualnie... Czy uczucie samotności z miejsca zniknie?

Nie, nie odejdzie... jak by się nie starać, ono nadal gdzieś będzie... Więc chyba to ślepa uliczka, nie o taką obecność chodzi... To może... może jednak obecność fizyczna... Ktoś obok... Ktoś do czyjego ciepła tęsknimy... Ktoś o czyim oddechu marzymy... Ktoś kto przytuli nas po szkole łagodząc nasze stresy, Ktoś kto weźmie w ramiona po ciężkim dniu w pracy, rozmasuje obolałe mięśnie po godzinach sprzątania domu... Kto zaśnie obok, w kogo wtulimy się we śnie... Kogo zobaczymy otwierając oczka z pierwszym brzaskiem dnia. Kto zrobi śniadanko do łóżka, kto spakuje książki do szkoły, otworzy okno żeby wpuścić świeże powietrze... Piękne prawda...

Tylko czy to o to chodzi? To wszystko może zrobić sprzątaczka, opiekunka, nieznany facet... Dlaczego tyle par jest nieszczęśliwych... Skąd tyle rozwodów na świecie... Skąd tyle złamanych serc... Skąd stagnacja w związkach.. Skąd marzenia o tych pierwszych miesiącach, latach po poznaniu się... I znowu wracam do tego samego... jesteśmy z kimś... i czujemy się samotni... z miesiąca na miesiąc, z roku na rok coraz bardziej... Więc... gdzie jest źródło problemu??? Czego potrzeba, żeby człowiek nie był samotny!!!!!

Może połączenia wszystkich tych sfer... fizycznej, duchowej, ciała z myślą, rozumu z marzeniami, słów z poczuciem, że ktoś na nas czeka... KIEDY nie jesteśmy samotni?? Kiedy wiemy, że gdzieś jest On. Że gdzieś jest Ona. Że mamy do kogo wracać do domu po pracy, po szkole, po zakupach, po delegacji, po powrocie z zagranicy, po udanej wycieczce... I co najciekawsze... Jej, Jego nie musi być wcale w domu. I tak czujemy tę drugą osobę. I tak wiemy że do niej wracamy, i kiedyś się pojawi. Że ją zobaczymy, dotkniemy, wypowiemy słowa, usłyszymy odpowiedź. Podzielimy się zmartwieniami, razem rozwiążemy problemy. Przejmiemy cząstkę radości kiedy nam smutno... przytulimy się żeby ogrzać, żeby poczuć... poczekamy, aż obetrze nasze oczka, kiedy łza pojawi się w kąciku... poczekamy na całus w policzka, na dłoń we włosach... Wsłuchamy się w barwę głosu... "wmyślimy" się w treść słów... Uśmiechniemy całą buźką, oczkami, czułkiem, policzkami, noskiem, usteczkami, bródką:P No dobra... czy to wszystko???

No i właśnie chyba nie.....
Do tego dochodzi jeszcze coś nieuchwytnego, niemierzalnego... nie sposób tego opisać, niemożliwe to nazwać...
Taka mała nierealna cząstka, która pozwala na więcej... Pozwala na zamazanie czasu. Dzięki niej upływ lat nic nie zmienia w naszym nastawieniu. Dzięki takiemu nieokreślonemu "nicu" pozwalamy sobie na ten komfort zapomnienia o uczuciu samotności niezależnie od wieku, niezależnie od ilości wspólnie przeżytych lat. W naszych uczuciach nic nie zmienia się z czasem... Całego siebie oddajemy tej jedynej osobie, która jest przy nas i której ufamy bez granic... i czas tego nie przesłania mgłą zapomnienia i zobojętnienia...

A jeśli jednak przesłania?!?
To tej cząstki...
po jednej ze stron...
może po obu...
pewnie nie ma...
i nigdy nie było.........


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie po drodze...

piątek, 14 września 2007 10:03

Teraz to wiem
Komu ufać a komu już nie
Gdy chodzi o śmiech i fałsz
Jedną z tych dróg
Kiedyś nawet przechadzał się Bóg
Wierzyłem że jest to znak

Do nieba nie chodzę,
Bo jest mi nie po drodze
Teraz jestem tu
Co ma być to będzie
Niebo znajdę wszędzie
Gdy zabraknie tchu


Nie pierwszy raz
Życie piachem sypnęło mi w twarz,
By zabrać mi broń,
By zabrac mi cel
Nie poddam się
Dopóki wiara napędza mi krew,
Bo ufam że jest w tym sens

Do nieba nie chodzę,
Bo jest mi nie po drodze
Teraz jestem tu
Co ma być to będzie
Niebo znajdę wszędzie
Gdy zabraknie tchu


/ Szymon Wydra - Teraz Wiem /


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

do najwytrwalszego czytelnika

piątek, 14 września 2007 9:56

Szanowny R., Drogi R., były Przyjacielu R.,
hmm... jak właściwie się do Ciebie zwracać?
to może zacznę jeszcze raz...

hej
dawno się nie widzieliśmy,
może wpadniesz na partyjkę w tysiączka
albo na jakieś winko
nudno trochę bez Ciebie
i tak jakoś się stęskniłem

właściwie to trochę dziwne
bo właściwie... to bywasz u mnie
nawet wiele razy dziennie,
a ja nie moge się tym samym odwdzięczyć...
może już niedługo
może będę częściej wpadał...
a nuż... poznam nową Koleżankę

Muszę przyznać... szybko......
a 5 latek... fruuuuu.........
warto?

A właściwie
(ale się powtarzam z tym "właściwie":P)
to... dlaczego mnie odwiedzasz?
No wiesz...
z jednej strony chcesz zapomnieć,
z drugiej...
tą metodą nie dasz rady...
Moje słowa zawsze będą kojarzyły Ci się z Nią
to jest niezależne od Ciebie
od pretekstu, jakim zamydlasz sobie oczy
Może pilnujesz, dbasz, sprawdzasz......
tylko kogo?
o własnej S. dawno zapomniałeś
na Jej smsy nie odpowiadasz,
sam nie piszesz, nie dzwonisz,
a Ona spala się coraz bardziej...

O tej Jedynej?
Okazało się,
że jednak nie Jedyna!
Będzie kolejna, i kolejna...
Tak jak bywały i wcześniej... w trakcie...
tylko... o tej Pierwszej i tak nie zapomnisz.
Zwłaszcza bywając u mnie rano, przed wyjściem do pracy,
bywając w południe, ciężko pracując(he he),
bywając przed snem (nie przyśniłem Ci się jeszcze?!?)
Nawet przyjaciel M. zniknął...
a Ty stale się mordujesz...
dlaczego?
co z tego masz? W satysfakcję nie wierzę
Brak tu rozmówców, brak dyskucji, nawet zwykłej akademickiej,
jednostronne zdania Cię nie cieszą...
Nie chowaj się...
chcesz coś wiedzieć, to się skontaktuj, napisz...
wszystko mogę powiedzieć...
kiedyś mogliśmy rozmawiać,
teraz...

no tyle Ci powiem...
jak się nie chce kogoś znać
gdy się mówi że ktoś dla Ciebie nie istnieje
to nie śledzi się każdego słowa wypowiedzianego przez niego
nie chadza sie tymi samymi ścieżkami
swojego życia nie podporządkowuje się myślom o tej osobie
(nie myśl sobie, mam na myśli mnie:P
o Niej pisałbym Wielką literą)
Więc to nie tak,
wcale nie chcesz wyrzucić
nie chcesz zapomniec
Więc tym bardziej nie rozumiem,
czemu? dlaczego to robisz?

A co zrobisz jeśli jutro blog zniknie?
Będziesz szczęśliwy?
A jeśli pojawi się hasło?
U innych nie poznasz szczegółów,
od szczegółów nie są komentarze....
Co wtedy?
Zagryziesz wargi...

O ile prościej byłoby gdybyś przyjął podaną kiedyś dłoń
przeprosiny
lżej dla Ciebie,
lżej dla mnie (choć wiesz że mnie nic nie ruszy, prawie nic),
lżej dla Niej, lżej dla S.

ładna pogoda dziś

wpadnij kiedyś
drzwi są zawsze otwarte


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

jubilatko;)

piątek, 07 września 2007 23:44



Moja świadomość tańczy
przed lampą deszczu
przed łupiną ściany
przed sklepem spożywczym z wiecami kapusty
przed ustami mówiących przyjaciół
przed własną ręką nieoczekiwaną
przed niewydrążoną rzeźbą rzeczywistości
w przepychu najlepszej zabawy
i najwznioślejszego nabożeństwa
nieoddzielnie
moja świadomość tańczy.

A kiedy porwie się taniec,
zwyczajem każdego kłębka,
pójdę do nieba
gdzie się nic nie czuje
gdzie od początku byłem, zanim byłem,
gdzie już do końca będę, gdy nie będę,
tam radość nie do opisania.


/ Miron Białoszewski, Autoportret radosny - fragmenty /




Kochana Indi,

w tym wspaniałym dniu
w tym najbardziej uroczym dniu tego roku
w którym wszystkie przekazane od serca życzenia się spełniają
tylko jednego Ci życzę...

bądź zawsze szczęśliwa

za tym jednym życzeniem
podążą samoistnie wszystkie inne
wszelkie marzenia, plany
ambicje, oczekiwania...

To jedno zagwarantuje Ci
radość w życiu, zdrowie
powodzenie czy urodę;)

Da Ci swobodę wyborów, niezależność
da taniec, da muzykę...
Zapewni pomoc aniołów,
gdy potkniesz się pląsając przez życie

Ukołysze do snu, przytuli
odgoni smutki, żale
pocałuje w czułko na dobranoc
I bedzie czekać obok co rano,
żebyś otwierając oczka
spoglądała na swoje szczęście.

WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAAAAAJ

:-D:-D:-D



Dobranoc,
pięknych snów

pa pa
@)-->-->--


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (38) | zaloguj się, aby dodać komentarz

JA.. i ONA..... ONA.. i ONA..... i MY ..... i ktoś INNY;)

czwartek, 06 września 2007 11:10
Wołkowyi okolica bezstronna

przeciągnięcie przez garnek
                     wystający spod cerkwi
               przez dziko małe jabłko
                     dziób
                     cyrylicę
 
słońce jest wobec siebie
 
     niebo    od czego
         nie  zależy  niebu
przeciągnąć  nie przeciągnąć
obojętność obu ujęć
 
na ukos przez jej koszącą się wysokość
              trawy łąki
ona           trawa łąka
skośna do wierzchu jej skosu
pasie się spokojnie
rośnie spokojem
pasie się na mojej szyi
 
pojmuję obojętności
i na odwrót:
pojmały    mnie
 
te krowy ledwie do wytrzymania
        żeby być leżącym
        na chwilę
        żeby nie zapachniałość
 
        o mało co nie nietoperze
        siejący
        strąk wieży
 
        o ile nie jestem sam
        przybyłem tu z przyjaciela
        głową
        wygląda ze strąka
        tam   wszedł
        reszta jego  jest
        znam całego 
        lecz tu tak pusto
 
        wygryzająco wiedzenie

 
- MÓWIĄ : PANI SAMA

A ja nie chcę nikogo
- A po co ci?
- Nie przeniosę się do bloków
- Pewnie, masz domek,
masz wybieg
a jak chcesz -
w trzy minuty załatwiania,
przyjaciele
- Tu się nie jeździ
 
Całość w Warszawie by wyszła na skwer.
 
Krąży cisza
w małe kółko.
Mama śpi.
Okno na stodołę
Zegar pyka.
 
Moje nowe mieszkanie
wisi gdzieś
ciepłe
w mróz
samo
naprawdę
co czuje?
Domysły

świecą na prawdzie
jak gwiazdy

Głowienie

głowa boli mnie i siebie
 
e tyle było z sobą do myślenia
 
co robić
- bolić ?
co myśleć?
- głowić?
co tyle miane byty - ?
- góra kapust z myśleń na wsi
na pamięć Karmelu
w kucki między jak Sabbie,
Salomonowi, Salomonowe-
mu Kazdnodziei, Kochankom
z Pieśni nad Pieśniami,
pdgasłymi pod nogami piaskami
jak pustyni sierpnia
wsi a muchami co i ich

Pod koniec

- masz rumianki własnego rwu
- to nie te rumianki, to zimowe przejściowe,
po tamtych żeby były te co
myślisz
- ale są
- są, ale to larwy
- ale mają skrzydła
- tak, większe od tamtych
- skąd ty to wszystko wiesz?
- ktoś musi wszystko wiedzieć
- żeby ktoś spał?
- stał, na łące
- a gdyby nikt nie stał, nie nie spał,
- przejściowo?
- gdyby nic nie wiedziało być - nie być o albo?
- toby dla wszystkiego z niczego zakwitło
      

Hepyent

nie grzeb sie w łazience
kładź się na tapczanie
czekam na kochanie
- pasta jeszcze jest ?
- jest
- a mbest?
- pstrest
a kochanie?: nie
spodziewanie
się tak znów za bardzo
aku-
rat dziś no chyba że ho ho

             

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


/ Miron Białoszewski, wiersze z tomiku "Rachunek zachciankowy" i nieskatalogowane /

 

 

  
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Mrok... gęstnieje

środa, 05 września 2007 13:52


 

Pierwsze wyjście z mroku

Przed świtem obudziłem się by żyć
Wplątany w cudzą pościel, w cudze sny
Pomiędzy pożądaniem, a rozkoszą tkwi dolina nocy
Skazany na ponury miejski zgrzyt
Osnuty prześcieradłem brudnej mgły
Chcąc ukryć się przed sobą samym
Chlałem wódę w dusznym barze

Lecz przecież Bóg dobrze wie
Dlaczego dławi mnie wstręt
Dlaczego strach nabiera mocy i zniewala rozum
Na pewno każdy choć raz
Utracił wiarę jak ja
Obym nie bliżej stał
Sennego dnia w królestwie mroku

Prorocy porzygali się i śpią
Poeci umierają w grobach strof
Anioły śmierdzą potem, żrą kiełbasę
Mają w dupie żywych
Zginęła w niepokoju wielkich miast
Osnuta huraganem durnych spraw
Maleńka tajemnica - bycia w ciszy
Lub po prostu bycia

Ginie nadzieja i moc
Rośnie apetyt na zło
Zwyciężą ci, co nienawiścią silni
Szydzą z innych
Nad miastem wyrósł jak krzyk
I zamknął drogę do gwiazd
Ogromny wstyd i strach przed ciszą eteryczną

Mimo że zgubiłem się
Mimo że zabrnąłem w mrok
Wymieszałem z błotem krew
Ocaleję mimo to
Trzeba uprzytomnić sobie że
Nawet kiedy wszystko straci sens
Znajdziesz przestrzeń gdzie
Wielka wiara tłumi lęk

I jeżeli tak ma być, że pomimo wszystko
Ja wydostanę się
To chyba warto
Wierzyć

Mimo że... 


 
       

Spadam

Spadam
Powoli spadam
W korytarze świateł
W pomruki znaczeń
Spadam
Jakby nie było
Całego świata
Jak by nie było nawet mnie

Spadam
Pomiędzy zdania
W niedorzeczności
Bez wahania
Spadam
Chroni mnie wiara
Niech będzie chwała bogu
A w mojej duszy spokój

Spadam
Co się wyprawia ?
Cały w spadaniu
Cały ze światła
Spadam
Jaka zabawa
Jaki tu spokój
Równowaga

Spadam
Nie czuję ciała
I tylko błagam
O łaskę trwania jeszcze
Spadam zostaniesz sama

A może to mój chory sen ?
A może śmierć ?
A może nie ma
Nie, nie ma, nie
Może nie ma mnie ?
nie, nie, nie...
Sen ?
Smierć
A może nie ma... 

       

 

 

100 Tysięcy jednakowych miast

Przedostałaś się w parszywy czas
Przez ulice zakażone bezradnością dni
Przez korytarz betonowych spraw
Pewność że my
Mimo wszystkich nieprzespanych nocy
Mimo prawdy porzuconej na rozstajach dróg
Potrafimy w rzeczywisty sposób
Znaleźć się już  

W domu będzie ogień
A do domu proste drogi
Wiodą słusznie moje stopy
Nie zabraknie mi sił
Czas poplątał kroki
Jest łagodny i beztroski
Ma zielone kocie oczy
Tak samo jak ty  

Nauczyłem się umierać w sobie
Nauczyłem się ukrywać cały strach
Nie do wiary że tak bardzo płonę
Nie do wiary że rozumiem każdy znak

Zapomniałem że od kilku lat
Wszyscy giną jakby nigdy ich nie miało być
W stu tysiącach jednakowych miast
Giną jak psy
Dobre niebo kiedy wszyscy śpią
Pochlipuje modlitwami niestrudzonych ust
Tylko błagam nie załamuj rąk
Chroni nas bóg  

Ja mógłbym tyle słów utoczyć
Krągłych i beztroskich
Ze słonego ciasta zmierzchów
Jeśli zechcesz je znać
Wzrok przekroczył linię
Horyzontu aby zginąć
A ty przy mnie śpisz i żyjesz
Nieodległa w snach  

Nauczyłem się...
To ja, ten sam
Od tylu lat, sam
Bo ciebie mi brak
Ciebie mi brak
Bo ciebie mi brak
Ciebie mi brak
To ja, ten sam
Od tylu lat, sam
Czekam

       

 
/ piosenki: Coma "Pierwsze wyjście z mroku" /

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | zaloguj się, aby dodać komentarz

To spojrzenie...

środa, 05 września 2007 2:21



***

zamknięta
w twoim spojrzeniu
od wschodu jednej powieki
do zachodu drugiej
 
licze twoje
rzęsy w ukryciu
by cię nie zbudzić
 
tak słodko zależna
od tylko ciebie
 
nie pragnę
już więcej
jak tylko tonąć w tęczówce
twojej o kolorze
kojącej rozkoszy.
 
                                proszę tylko
                                          nie zamykaj oczu...

             


              
aniele mój
widzę krew
na dłoniach twoich
a mówiłam ci
że nie warto
przy mnie trwać
teraz wszyscy zobaczą
słabość moją obnażoną
 
nie nauczysz mnie
życia kochać
póki niewdzięczność
w żyłach pulsuje
 
już nie wierzę ślepo
w nowy dzień
chyba nigdy nie przestanę upadać
i mylisz się
raczej sobie nie poradzę
 
odejdź
dośc już
przeze mnie cierpień
 
zostaniesz?
ach tak...
nareszcie zobaczysz
jak ciężko na ziemi
bez skrzydeł
 
zostań
może tu znajdziemy niebo...


/ Kejti, hidden-thoughts.bloog.pl /
        




       Kejtuś... dziękuję za wiersze...
       są cudne... i pełne moich myśli:)


Indi,

uważaj na siebie,
zadbaj...
wracaj do zdrowia
zbieraj siły
jedne i drugie
nie dawaj się... nie poddawaj...
Przyszłość to otwarta karta...
zapełnij ją czym zechcesz...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Do tej nocy!

wtorek, 04 września 2007 12:00
Ten krzyk! niemy krzyk
rośnie
narasta do granic
nadal mało
rozsadza czaszkę, niszczy ciało
rwie resztki godnosci
dzinu, towarzyszu mój, przyjacielu
bądź przy mnie
ty bądź...
Wytrzymasz ze mną?
Chociaż do nocy... choć do tej nocy
z piątku na sobotę
Nie poddamy się, co?
Zatańczymy razem nasze tango...
Przetrzymamy go... po cichutku... po malutku...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Pomocy

poniedziałek, 03 września 2007 14:32




Dziś światowa premiera...
twórczość tej osoby nigdzie
i nigdy jeszcze nie ukazała
się drukiem..... o ile mi wiadomo...

Dlaczego tutaj?
Dlaczego teraz...
Dlaczego?

Bo teraz, w tej chwili...
to i moje słowa......



Brak mi sił
Brak mi tchu
Zapadam się w sobie
Sama sobie jestem wrogiem
Odchodzę
Po cichutku
Po malutku
Czasami niemy krzyk podnoszę
Krzyczę: pomocy!
Tylko czemu nikt nie słyszy mnie?


/ autor: nie zdradzę;) tytuł: POMOCY! /



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Często stracony... dlaczego?

czwartek, 30 sierpnia 2007 9:35

Nadziei czas już jest?

patrzysz gdzie twój wiatr
zagnał cię
pamięć niefortunnie przypomina
dni piękne kiedyś wymarzone
upływające realiami
inne
z nadzieją zrozumienia
stracone

szczęście chwil trzeba pamiętać
bolą gdy ich tak mało
niestety po czasie

czasem ktoś pamięta
wierzy i ufa w szczęście
blisko i obok

często stracony
dlaczego?

/ Ewa Białek /


Nigdy nie przestawaj się
uśmiechać, nawet jeśli jesteś
smutny, ponieważ nigdy nie wiesz,
kto może się zakochać w twoim
uśmiechu

/ G. Marguez /


Układała swe włosy

Układała swe włosy przed snem
i przed lustrem trwało to nieskończenie długo
między jednym a drugim zgięciem ręki w łokciu
mijały epoki z włosów wysypywali sie cicho
żolnierze drugiej legii zwanej Augusta Antoniniana
towarzysze Rolanda artylerzyśći spod Verdun
mocnymi palcami
upewniała glorie nad swoją głową
trwało to tak długo
że kiedy wreszcie
rozpoczeła swoj rozkołysany
marsz ku mnie
serce moje tak dotąd posłuszne
stanęło
i na skorze pojawiły sie
grube ziarna soli

/ Zbigniew Herbert /


/ pr0myczek.blox.pl /  


Droga...

drogą podążam,
droga mnie kusi,
świadek moich smutków,
pragnień, tęsknot...
marzeń!
droga bezwiednie pochłania
mnie i moje myśli...
na prawo... uśmiech...
i już zniknął
na lewo... ból...
i już go nie ma
zostaje nicość...
zostaje czas...
zostaje...
nic nie zostaje?!?
Rodzi się krzyk...
droga niesie go daleko
może doniesie, gdzie trzeba
może gdzieś tam, za odległym lasem,
w ciszy, pogrążony w tej samej nicości
stoi... inny człowiek.
Nieś drogo, nieś mój krzyk!
Nie pozwól mu zboczyć!
Nie pochłoń go!!!
Pozwól mu siebie przeniknąć,
pozwól wtopić się w ciebie,
zaprowadź prosto do celu...

i zwróć mi go
wskaż szlak powrotny
gdy zapragnie przynieść odpowiedź...


Wszystkim nam tak bardzo brakuje bliskości,
że zderzamy się ze sobą
tylko po to,
by w ogóle cokolwiek poczuć

/ Miasto gniewu /


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | zaloguj się, aby dodać komentarz

stany świadomości...

czwartek, 23 sierpnia 2007 11:29

Z PRZYJACIELEM

Pewnego dnia szedł ze mną mój przyjaciel,
A był to taki zwykły, szary dzień.
I nie wiem, czy uczucie takie znacie,
Gdy pragnie się, by dzień nie skończył się...

BO CHLEB DZIELONY JEST WIĘCEJ NIŻ CHLEBEM,
A KUBEK WODY Z KIMŚ NAPOI DUSZĘ...
A ZACHÓD SŁOŃCA Z KIMŚ JEST JAK MUZYKA
NA STRUNIE ŚWIATŁA MIĘDZY DWOJGIEM SERC.

Z kimś takim mógłbym iść aż po horyzont
I odkryć jeszcze jedną świata twarz...
I pozbyć się jak garbu wszystkich zgryzot
I dać się schronić sercu pod czyjś płaszcz.

Z nim nauczyłem się słuchać milczenia
I słów tak cichych, jak spadanie gwiazd....
I czuję, że coś we mnie się przemienia,
Jak pod rzeźbiarza dłutem ciężki głaz.

Dla niego chowam piękno pod powieką,
Gdy razem gdzieś nie można było być...
I piszę list słów ciepłych jakby rzeką,
Przerzucam nad przestrzenią żywą nić...

 


GDZIEKOLWIEK JESTEŚ


Ty, co wciąż nikogo nie masz -
Puste ręce i samotność w kątach...
Tobie gra po nocach Mozart,
A deszcz mu na pudle skrzypiec brzdąka -
Smutku brat...

GDZIEKOLWIEK JESTEŚ, WYJDŹ
Z POKOJU PRZED SWÓJ DOM...
KTOKOLWIEK JESTEŚ, BĄDŹ,
JAK LAMPA W NOC -
JESTEM TEŻ...

Ty, co jak bezludna wyspa,
Czekasz wciąż na swego Robinsona -
Pod Twój próg tęsknota przyszła,
Przez skrzypce Mozarta wytęskniona -
Tobie gra...

Ty, co chowasz duszę w dłoni,
By jak ptak nie zwiała Ci przez okno -
Puść ją, niech tęsknotę goni,
Choćby miała w deszczu łez przemoknąć -
Po to jest...

Ty, co gdzieś milczeniem śpiewasz
Słowa nigdy niewypowiedziane -
Daj, niech je wyszumią drzewa
I w modlitwie zwrócą Ci nad ranem -
Po to są...

GDZIEKOLWIEK JESTEŚ...

 


PRZYJACIEL


To tak cudownie jest kogoś lubić,
Jak lubi drzewo wiatr;
Nie myśleć o tym ani nie mówić,
Nie płakać, gdy go brak.
Mieć jeszcze jedno serce do wzruszeń,
Oczy do łez...
Po prostu - wszystko, co jest,
Mnożyć przez dwa, dwa światy mieć.

I WCIĄŻ NIE WIEDZIEĆ, CZEMU SIĘ TAK LUBI...
MOŻE DLATEGO, ŻE TAK LEPIEJ JEST...

To tak cudownie mieć z kim wytańczyć
Wszystko, jak Zorba Grek;
Życie , jak zapach czuć pomarańczy,
Dzielić ją wciąż na dwie.
Czasem być błaznem szczerym jak Stańczyk,
Czasem jak klaun...
Po prostu - tak kogoś czuć,
Jak siebie część, jak serca pół.

To tak cudownie móc czyjeś kroki
Poznać wśród innych stu;
I nawet smutku poznać uroki,
Dzieląc się nim na pół.
I tak niczego nie chcieć od siebie,
Lecz dawać wciąż...
Po prostu - ot, tak jak ptak
Daje swój śpiew, bo trzeba tak.

To tak cudownie komuś zawierzyć,
Jak ufa rzece łódź;
I czyjeś serce nadzieją mierzyć,
Jak rośnie widzieć móc.
Ufność rozdartą umieć załatać
Któryś tam raz...
Po prostu - kto serce ma
Łatane wciąż - kocha jak Bóg.

/ Brat Tadeusz /


jakoś tak mnie urzekły, niooo...
:-P;-):-D

  @)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BURZA!!!

środa, 22 sierpnia 2007 9:56


Jaka piękna wczoraj była burza...
NIESAMOWITA!!!
Nic takiego nigdy jeszcze nie widziałem...
Zakochać się jak nic;)
Uwielbiam obserwować błyskawice nocą...
A te wczorajsze...
Brak słów, żeby je opisać...
Tylko przystanąć... i patrzeć........

:)

I jak zwykle zapomniałem aparatu;)
Ale cóż... co się odwlecze to nie uciecze:PP

Pozdrowienia dla Historyka Sztuki;)
Za to że pojawiłeś się we właściwym miejscu,
we właściwym czasie...
Za Twój wkład w rozmowę o pojęciu piękna sztuki...

I za tę burzę.......



To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
                Tak smaku


w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców bark
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach


Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu


Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku


który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa


/ Zbigniew Herbert - POTĘGA SMAKU /

. . .
  
zdjęcia:  K.Żelazowski - wp.pl

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BITWA WARSZAWSKA 1920

czwartek, 16 sierpnia 2007 1:58

To niezwykłe... kiedy można powiedzieć, że jest się cząstką TAKIEJ historii Ojczyzny...
To nieważne, że nie osobiście... W końcu minęło już z 87 lat:P Dziadek, jeszcze młody chłopak, student, wstąpił do polskiej armii jako ochotnik... walczył w dniach 13-14 sierpnia na północ od wsi Ossów w tzw. pułku ochotników... wieś kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk, zanim polskiej strony nie wsparła regularna piechota i dwa pociągi pancerne...

Dziadek został ranny... pchnięcie bagnetem... na tyle ciężko, że uszedł z życiem, uznany przez bolszewików za martwego... Nie dane mu było obserwować na własne oczy porażki Ruskich... kilka dni był nieprzytomny... kolejne tygodnie trwał jego wewnętrzny bój o przeżycie... Jestem... więc... udało mu się:) Chyba muszę się bardziej starać, żeby to docenić...  Nie podchodzić tak lekkomyślnie do zagadnienia jak "zdobyć" więcej adrenaliny... Obiecuję... zwłaszcza Indi. Postaram się!



To może jeszcze kilka wybranych fotek z rekonstrukcji tej bitwy...













"Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem."

Jan Paweł II Wielki /


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (43) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Wstrząs !!!

wtorek, 14 sierpnia 2007 13:27

Ehhh....


Ktoś chyba chcę mną dziś pożądnie wstrząsnąć...



No dobra...
umożliwię to...
a proszę i bałdzo tak...
wystarczy nacisnąć ten przycisk poniżej ;-)



i kto się odważy... ciooo? :-D

niom.... muszę troszkę odpocząć...
bo ta główkaaa...
;-P

papa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Moja...

poniedziałek, 13 sierpnia 2007 17:00

GŁOWAAA !!!

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Wyciszenie i nadzieja...

niedziela, 12 sierpnia 2007 1:57


JEZIORO SPOKOJU



Chcę mieć w sobie  
jeziora srebrną taflę ciszy
która mlaskaniem fal
apetyt zbudzić może
na dobry sen
i pozwoli
gwiezdnej plejadzie
skąpać się po uszy
w nocnym lustrze ukojenia
pragnę takiego
jeziora spokoju
którego żadna zła emocja
zmącić już nie zdoła
wołam go natrętnie ku sobie
wołam........wołam.........



BĘDZIE PIĘKNIE !


ściany uderzą w tkliwe słowa
w ramionach legnie balast świata
sens zazieleni się na nowo
przypłyną tłuste lata

będzie pięknie !

w serc cichej adoracji
przy uwielbieniu rąk
słoneczną pomarańczą
zakwitnie każdy kąt

będzie pięknie !

jak okiem sięgnąć - łany piękna
cudownie będzie - czyż nie?
będzie pięknie - zachichotały ściany
będzie pięknie - we śnie



/ Zofia Kleszcz - Zoju, dziękuję /


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Człowiek i Anioł...

sobota, 11 sierpnia 2007 2:25


No i kto by pomyślał... cuda się jednak zdarzają...
Anioły istnieją... Piątek... czasem bywa radosny...
      


"szczęście..
to uśmiech dziecka...
to błysk w oku...
to przeczytana książka...
to spacer wśród drzew...
szczęście..to...
spotkanie z przyjaciółmi...
taniec wśród dźwięków...
szczęście
..to chwila samotności..
..to...kiedyś cię znajdę...przy ognisku..."


/ ana - link w ulubionych blogach:) /


Ale, ale... czy to  aby na pewno Piątek? On sam?
A może pomogły mu odrobinę inne Dni Tygodnia...
A może... nie Tydzień, może interweniował Pan Miesiąc?
Albo... po prostu... Człowiek... wybrał ścieżkę......


"A potem ustawiono wszelki stół i odbyła się wspaniała weselna
uczta. Księżniczka była tego dnia jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Grała muzyka. Dziewczęta śliczne jak księżyce tańczyły na dole.
No dobrze, ale co było przedtem? Ach, nie myślmy nawet o tym.
Czarna wróżka bije o okna jak ćma. Czterdziestu rozbójników
pogubiło w ucieczce długie noże i brody, a smok zamieniony
w chrabąszcza śpi spokojnie na liściu migdału."

/ Zbigniew Herbert - Od końca /



Skąd ten Anioł w Człowieku? Zawsze w nim tkwił...
Nie opuszczał ani na chwilę...
Czasem przycichał, kiedy Człowiek ważniejsze rzeczy miał na głowie...
kiedy walczył o swoją przyszłość...
kiedy prostował pokręcone ścieżki losu...
Czasem budził się, gdy Człowiek poczuł się zagubiony...
dodał Mu sił... ujawnił Jego prawdziwą wartość...
natchnął odwagą i wiarą w moc i trafność każdego wyboru...
...nie oceniał Człowieka...
A czasem... Anioł stawał się Człowiekiem...
I razem, w jedności, obdarzali świat szczęściem i uśmiechem...
ogrzali wychłodzone myśli... ruszyli skamieniałe serca...
Z czasem... Człowiek... smutny Człowiek... zmienny Człowiek...
...uśmiechnął się...
Wtulił twarz w poduszkę... objął ją dłońmi... śnił...
i nadal się uśmiechał......


"Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską."

/ Wisława Szymborska - Portret kobiecy /



A rano...
wstanie...
zapomni...
powróci do życia...
jak co dzień...
do szarego świata...
do pracy...
do obowiązków...
chwyci za arkusze...
zerknie na monitor...
wczyta się w projekt...
i... niby nic się nie zmieniło...
ale... jest jakoś inaczej...
praca już nie męczy...
nie przeraża...
wciąga...
czuje siłę...
znalazł...
...wiarę w niemożliwą moc...
już wie... wszystko może...
wszystkiemu podoła...
nic się Mu nie oprze...
potrafi !!!


Uśmiechnęła się do swego Anioła:)
        

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

takie tam... banialuki

piątek, 10 sierpnia 2007 20:27




Nie widziałem cię już od miesiąca.
I nic. jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
lecz widać można żyć bez powietrza

/ Maria Pawlikowska /



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Witaj kochany piątku...

piątek, 10 sierpnia 2007 10:19

Czy okażesz się tak samo atrakcyjny jak wszystkie... nie... jak większość moich piątków w ostatnich miesiącach;/? Głowa jeszcze boli... więc pewnie nie popiszesz się i tym razem... Tati też nadal nie rusza dłonią:( Przestaniesz kiedyś? Ześlij choć odrobinę radości...


I
Stanęły pod mym oknem
jak wiejscy muzykanci
gwiazdy.
zielonooki
sierpień po sadzie tanczył.

Księżycem całowany
sad się rozrzewniał,
lekki był i cygański
taniec sierpnia.

Raz złocistość w korze drzew drżała,
tu cień ją płoszył,
ludzie mrużyli, noc otwierała
oczy.


II
Zaciemniły się świerki,
nad każdym wzeszła gwiazda,
noc jak ty: przytula i rozchmurza;

światło zorzy dalekiej
jest jak miasto daleki
błyskające gwiazdami od wzgórza.

Łzy, co nam z oczu zlecą,
ziemi o nas powiedzą,
chodźmy w drogę, łzy w drodze obeschną;

łzy nie przynoszą ulmy
a my w tę noc wędrujemy
roziskrzoną, rozśpiewaną bezkresną.

Trzcina śpi na jeziorze,
znieruchomiały zorze
i wiatr się uspokoił.

Gwiazdy srebrnoramienne,
świecą gwiazdy promienne,
i nad świerkiem swoim.



III
Nastaw czapki: gwiazdy lecą ładnie
jak świąteczne cacka pozłacane;
nastaw czapki: może która wpadnie
i zaniesiesz ją do ukochanej.

A gdy skłamią, że jej w domu nie ma
chora - różne bujdy takie,
gwiazdę rzucisz z powrotem do nieba
czapką naciśniesz na bakier.


IV
Szum
Szumi wiatr -
odwieczny wiatr, beztroski wiatr, wiatr nieustanny.

Ciepły sierpień ogrody rozszerzył, rozmarzył i ogrzał.
Szumi wiatr.
W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.



/
Konstanty Ildefons Gałczyński - O sierpniu /


To jak piątek... potargujemy się?
Co chcesz w zamian za tę iskierkę, która rozdmucha ognisko?
Co za jeszcze jedną chwilę szczęścia?
Chcesz zabrać resztę moich dni? Zgoda...
Tylko dotrzymaj słowa... chociaż ten jeden raz...
Pójdę w drogę... łzy w drodze obeschną...
Szum wiatru zagłuszy niepokój...
...Sierpień odgoni tęsknotę...
Piątek... postaraj się......


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

dobranoc

środa, 08 sierpnia 2007 21:17
"Boramin... Boramin... bądź dobry, uprzejmy, pomocny w tym dniu.. tylko tu... boooraaamin"

Czy człowiek może być świnią?
A może chociaż taką małą świnką... babe... taką lubianą przez wszystkich...
taką świnką, która umie się ze wszystkimi dogadać.....
Tym razem nie tylko ze zwierzętami... nie tylko z owcami... psami... gęsią... kotem (powiedzmy)...
Może jeszcze z jednym gatunkiem... bardzo dzikim i drapieżnym...
z Człowiekiem...

"Boramin... Boramin... bądź dobry, uprzejmy, pomocny w tym dniu.. tylko tu... boooraaamin

Podnieś łepek...
pij świnko...
wypij to...
Grzeczna świnka, grzeczna  świnka..
no pij... proszę Cię...

Wiele bym dał
jakich mam użyć słów...
byś w mądrych swych oczach
radość miał już...

Jak sprawić byś mógł...
przegnać smutki...
Wysłuchaj mych słów
mój malutki...

Wysłuchaj słów
płynących z moich ust,
jak sprawić byś znów
cieszyć się mógł

Proszę jedz,
wiesz że ja dobrze chcę..."


Czy na pewno wiesz że ja dobrze chcę?
Jak mam sprawić, bym mógł w Twych oczach znowu zobaczyć radość...
Jak mam odegnać tę rezygnację... ten smutek...
Jak mam sprawić by z moich oczu zniknął ból?
Czy ja... pamiętam jeszcze jak wygląda uśmiech...?
Chciałbym kiedyś zobaczyć go... tyle rzeczy bym chciał...

"Mój dziadek dał mi psa
Pies cztery łapy ma
Normalny mówią pies
Nieprawda, Coś w nim jest
Ma delikatny głos
I bardzo czujny nos
I kilka śmiesznych łat
Niewiele liczy lat
...
Na spacer poszłam raz
Do domu wracać czas
Przychodzę, Cóż to, ach
Przyjaciel mój we łzach
Jak mogłaś - mówi mi -
Przez ciebie moje łzy
To widok przykry dość
Dostanie smaczną kość"


Życie... weź ode mnie tę kość... posmakuj... i nie płacz już...
nie sprawiaj mi takich prezentów... nie oferuj mi łez... mam ich już dość...
Obiecałem dziś komuś... dziś ani kropli... dotrzymam... ale co to zmienia...
smutek ten sam... ból ten sam... nie ten sam... doszedł jeszcze ból fizyczny...
tylko raz mnie tak mocno bolała głowa... jakby połowa mojej krwi zgromadziła się
w jednym miejscu... tylko raz... kiedy straciłem przyjaźń.......
Dlaczego teraz znowu tak boli... przecież nic się nie dzieje... nic się nie dzieje...
nic.......

"Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie,
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz,
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka,
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać.
Ja się nie skarżę na swój los,
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję że,
Że chyba wiesz, co robić, Panie?

Ile mam grzechów, któż to wie,
A do liczenia nie mam głowy,
Wszystkie darujesz mi i tak,
Nie jesteś przecież drobiazgowy.
Lecz czemu mnie do niebios bram,
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak,
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Nie proszę więcej niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że,
Że chyba wiesz, co robisz, Boże?

To życie minie jak zły sen,
Jak tragifarsa, komediodramat,
A gdy się zbudzę, westchnę cóż,
To wszystko było chyba zamiast.
Lecz póki co w zamęcie trwam,
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl,
Przecież nie jestem tu za karę.
Dziś czuję się jak mrówka, gdy
czyjś but tratuje jej mrowisko.
Czemu mi dałeś wiare w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Choć wiem jak będzie jutro rano,
Tyle powiedzieć chciałam Ci,
Zamiast pacierza na dobranoc."


Czemu mi dałeś wiarę w cud...
A potem odebrałeś wszystko...
Nadziei zapaliłeś świt...
By chwilę później zgasić szybko...
Nie chcę się skarżyć na swój los,
Choć wiem jak będzie jutro rano,
Tyle powiedzieć chciałem Ci...
zamiast uśmiechu... na dobranoc........
;-(

odnośnie praw autorskich:
Babe - świnka z klasą -  reż. Chris Noonan
Puszek Okruszek - Natalia Kukulska
Zamiast - Edyta Geppert

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

życie...

środa, 08 sierpnia 2007 8:13

"(...)W każdą pogodę
potrafią dostrzec oczy moje młode
niebezpieczną twą urodę

(...)choć barwy ściemniasz
wierzę w światełko które rozprasza mrok

Wierzę w niezmienność
Nadziei nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie

(...)Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz

(...)Kiedy sen kończy się kończy się
kończy się o świcie
A ja się rzucam
Z nadzieją nową na budzący się dzień

Chcę spotkać w tym dniu
Człowieka co czuje jak ja
Chcę powierzyć mu
Powierzyć mu swój niepokój
Chcę w jego wzroku
Dojrzeć to światełko które sprawi
Że on powie jak ja- jak ja

(...)Jem jabłko winne
I myślę ech ty życie łez mych winne
Nie zamienię cię na inne

(...)I spotkać człowieka
Który tak życie kocha
I tak jak ja
Nadzieję ma...
"

/ fragmenty Edyty Geppert - Och, życie kocham cię nad życie /

Pociapałem to trochę... a co... niech będzie pociapane... niech będzie porąbane jak ja...
:-D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wrrrrr........

wtorek, 07 sierpnia 2007 11:18

No normalnie pogryzłbym wszystkich....
co za po....solone życie...
dlaczego tak się dzieje??????
Dlaczego inni mogą na co mają ochotę...
czemu ja nie mogę nigdy powiedzieć co czuję...
tak żeby chwilę później nic nie stracić...
mało...
można wszystko stracić...
a ja nie chcę tracić... NIE CHCĘ!
czemu tak jest !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ?

Ech... kochana Is...
Dzięki...
Już nie narzekam...
Może troszkę później........


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

nie warto?

wtorek, 07 sierpnia 2007 2:27
Kurcze.... nooo..... Będziesz miał radochę...
Możesz wpadać częściej... nie zawiodę Cię tym razem,
nie musisz się już skarżyć... uśmiejesz się po pachy......

Znowu płaczę....


I pomyśleć... Ty mogłeś to wszystko mieć...
Właśnie Ty... wybraniec....
To... i wiele więcej....
Gdybyś tylko chciał dostrzec....

Cała przyszłość była Twoja... CAŁA ONA...
Ze wszystkimi Jej wadami i zaletami...
Oddana Tobie bez reszty...
Cała...
Duszą i ciałem...
Bez podtekstów...
Bez niedomówień...
Bez grania...
Bez krycia...
Cała teraźniejszość i przyszłość w Twoich ramionach...
Na Twoje zawołanie...
Uprzedzająca Twoje życzenia...
Umilająca ścieżki życia...
Pomocna w najprostszych codziennych czynnościach...
Wyprasować koszulę...
dobrać krawat...
umyć plecy...
pomóc w zakupie nowych ciuchów...
towarzyszyć w podróżach... na wakacjach...
Miałbyś do kogo wracać po pracy....
tak mało... i tak nieskończenie wiele....

Dlaczego Ona musi teraz być sama.... DLACZEGO?
Czego Ty nie widzisz? Kiedy chcesz zobaczyć... Kiedy na wszystko będzie za późno?

Mogłeś być szczęściarzem... szczęściarzem, jakiego ziemia nie widziała...
To tak, jakbyś sześć razy z rzędu trafił szóstkę w totka...
Gdzie Twoje oczy!?!?!

Bo moje......
nic nie widzą przez łzy......

Gdzie Twoje Ja? Twoje sumienie? Twoja wrażliwość...
Mogłeś być największym szczęśliwcem...
Okazujesz się zwykłym... gówniarzem...
Gdzie się podziała miłość!!!!!
"Miłość Ci wszystko wybaczy"
Pamiętasz?
Raz już wybaczałeś...
Drugi raz też wybaczałeś...
Czy aby na pewno... czy wybaczałeś...
czy tylko za każdym razem przyjmowałeś do wiadomości...
i chowałeś głęboko w sobie... by kiedyś, kiedy przyjdzie pora,
wykorzystać...

NIE TĘDY DROGA!!!

Wybaczenie to wybaczenie... pogodzenie się z przeszłością...
dla przyszłości... to nie ciągłe powroty... to nie przywoływanie
wyrzutów sumienia... nie tylko u siebie.... wreszcie...
to nie słowa, których nigdy sam nie chciałbyś usłyszeć...
to nie epitety... nie nowe "pseudo"... po co to wszystko?
Tobie to pomoże? Jej? Nie sądzę... Od samego początku to
właśnie Ci powtarzałem... nie warto... nie rozgrzebuj...
Okay... chciałeś się przekonać... chciałeś... wolałeś w taki
sposób... Twoja sprawa... Poznałeś... z cudzych relacji...
przekazów... niedomówień... nadmówień... Chciałeś znać taką
"prawdę"? No to znasz... A rzeczywistość... Ciągłe powroty do
przeszłości... bo niczego nie jesteś pewien... nigdy nie wiesz,
co faktycznie było... ciągła niepewność... ciągła złość, niemoc...
Codzienne pretensje... Mogło być inaczej... mogłeś dowiedzieć
się z bezpośrednich relacji... mogłeś oprzeć wszystko na zaufaniu...
Że nadszarpniętym? Zdarza się... miłość wybacza... szybko
wybaczyłaby... a zaufanie by pozostało...

Co jest teraz? Samotność... Nie zaprzeczaj... koledzy... koleżanki...
to nie wszystko... nie wtedy, kiedy się wie, co się traci...
Na szczęście nie zaprzeczysz... rozmowa ze mną wykraczałaby
poza Twój system akceptowanych wyrzeczeń... A szkoda...
Próbowaliśmy kiedyś rozmawiać... chciałem przekazać Ci tyle
ile mogłem... chciałem, żebyś Ty właśnie był szczęśliwy...
Czy to wtedy doceniałeś? Nie wiem... wydawało mi się, że
byłeś szczery.... ale to co później nastąpiło... nieco zweryfikowało
moje zdanie... Czy teraz doceniasz... Sorki za wyrażenie... Musiałbym
upaść na główkę, żeby w to uwierzyć... Ale... dlaczego nie próbować?
Zwłaszcza... że widzę obie drogie mi osoby... obie drogie Tobie...
Wiesz jak One cierpią? I nie sądzę, żeby miały tyle siły wewnętrznej,
żeby znosić to jak ja... Jeszcze się trzymają... ale jak długo?
Warto?
Dla jakich ideałów?
Dla zemsty?
Dla zaspokojenia urażonej dumy?

Czy na pewno nic w Niej już nie dostrzegasz?
Nic z tego, co urzekło Cię prawie pięć lat temu?
Nie warto zerwać z tym co Was niszczy?
Ale tak poważnie... na zawsze... nie wracać do tego?
Poświęcić część siebie... dla swojej przyszłości?
Dla wspaniałej przyszłości... ze wspaniałym człowiekiem?
Nie chcesz wygrać tego losu???
Nad czym Ty się jeszcze zastanawiasz?????

Bierz urlop... wyjedźcie razem...
Nie pozwól Jej jechać samej...
Nie kolejny rok...
Jeśli tylko gdzieś na dnie Twojego umysłu pozostało jeszcze uczucie...
Odgrzeb je teraz... właśnie teraz!!!
I traktuj Ją... tak jak na to zasługuje...
Nie za Jej pomyłki... nie za to czym sama się katuje...
Zerknij głęboko w Nią... zobaczysz inną osobę...
Tę, o której tak na prawdę marzysz... Ona tam jest...
Ona czeka...... Na swego księcia...

Nie warto poświęcić siebie?
A przy okazji wyrwać z alkoholizmu przynajmniej kilka osób:P?
Potrafisz... Widziałem to już... Nie raz...
Nie warto tym razem już na stałe?
Nie poprzestawać na marzeniach!
Tylko je w końcu zrealizować!!!
Dorosłeś już...
Przeszedłeś szkołę życia...
Może...

Nic więcej nie powiem...
Zrobisz jak będziesz uważał.......


Łzy już nieco przyschły...
Mogę iść spać....
Tylko nie wiem po co...
I tak nie zasnę...........
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Twoje małe wielkie ja...

poniedziałek, 06 sierpnia 2007 9:01

Dziś nie będę oryginalny... dziś jestem pod wpływem... pod wpływem słów wyczytanych na jednym blogu... nieznanej mi autorki... a jednak... a jednak aż tak bliskiej? Chwilami... jakbym czytał Ciebie... Twoje słowa... Tylko... ja wierzę że Ty nadal to wszystko lubisz... że Twoje małe wielkie ja pozostaje nadal tak silne jak kiedyś... Tak odważne... takie mądre... Mówisz dziki dzik w dzikim lesie... A wiesz jaki ten dzik jest odważny... tak sam dreptać po tym strasznym lesie... Kiedy konary dzikich drzew drażnią jego skórę... kiedy inne nie mniej dzikie zwierzęta pozostawiają go samotnego gdy on wcale nie ma na to ochoty, albo kąsają go, bo przyzwyczaił je że krzywdy im nie zrobi... Dzik to odważne i silne zwierzę... Ale często samotne... kiedy płacze inni tego nie widzą... są zbyt daleko... Kiedy są blisko, on nie zapłacze... jest zbyt dumny... nie pozwoli sobie na to... raczej uśmiechnie się na zewnątrz... pokaże jaki jest silny...

Czy dzika można wykorzystać? Jak każdego... ale to nie uda się obcemu zwierzęciu... osobnikowi z innego lasu... To musiałby być ktoś kto go dobrze zna... zna jego słabości, wie co go zaboli... To musiałby być ktoś mu bardzo bliski... Ale... takie zwierzęta... tak bliskie... przecież nie mogłyby mu tego nigdy zrobić... To nie leży w ich naturze... Jeśli ktoś tak im zaufał, że swoje wnętrze udostępnił, jak mogłyby to wykorzystać?!? Nie pojmuję... To chyba... tylko w świecie człowieka jest możliwe...... Ale dlaczego? Czemu "człowiek człowiekowi wilkiem"... Czemu? Kiedy On w końcu zauważy, że to On jest tą drugą połówką pomarańczy... Kiedy zamiast brać zechce dawać... Były już takie czasy... były.... kilka razy... czyli można... A ta pierwsza połówka pomarańczy... Ona nadal czeka w samotności... i przyjmuje na siebie wszystko... czasem cierpliwie... czasem wybucha... ale czeka... czeka... i na pewno się doczeka... Czy On będzie miał w tym wówczas swój udział? Bo.... "nigdy nie wiadomo co czeka nas za rogiem... a nóż widelec ta pierwsza miłość nie okaże się ostatnia, a ta ostatnia będzie pierwsza..."

 *     *     *

"Te samotne wieczory skłaniają mnie jakoś tak do dziwnych przemyśleń, wniosków, wspomnień, analizowania siebie, swojego życia... Zresztą pewnie juz to zauważyliście po tematach jakie poruszam będac sama... Nic tak nie nastraja do takich rozważań jak samotny wieczór przed komputerem, przy ulubionej muzyce, kiedy to każdy utwór wzbudza we mnie inne emocje, wspomnienia, tylko ja i one... i smak wina z brzoskwinią i jeszcze ta cisza, ciemność wokól mnie, ulubina koszulka jedwabna... To jest to...!
Wczoraj był czas na wspomnienia, a dziś zebrało mi się na rozważanie tego jak się zmienilam... Nie wiem czy z konieczności czy z wyboru...

Kiedyś lubiłam tańczyć... lubilam się bawić...szaleć...kręcąc się na parkiecie lubilam czuc ten klimat, ten szum w głowie spowodowany hałasem, krzykiem i procentami... lubilam się budzić z tym zamieszaniem  w glowie jakie jest  tylko po szalonej głośnej imprezie... Lubilam te poranki kiedy jeszcze w uszach slychac ulubione piosenki i jeszce czuć klimat nocy mimo wschodzącego slońca
Kiedyś lubilam siebie... lubilam patrzeć w lustro... stroic się... lubiłam gdy na mnie patrzono ... z podziwem... z mala zazdrością w spojrzeniu... lubilam sie podobać, przykłuwać wzrok, lubilam podrywać, kokietować, dyskretnie uwodzić... lubilam to...
Kiedyś lubiłam mężczyzn, lubilam ich towarzystwo, nie kończące  się rozmowy, zabawy, glupoty,
Kiedyś lubiłam robić szalone rzeczy, żyć pełnią życia, cieszyć się każdym dniem
Kiedyś lubiłam kręcić się bez opamiętania w koło kiedy padal ulewny deszcz, w obcislej koszulce, która pod wplywem wilgoci przyklejala mi się do ciała...
Kiedyś lubilam łazic po lasach, wspinać się na mury i drzewa by podziwiać piekny swiat
Kiedyś lubilam leżeć na piasku i sluchać szumu fal, nie przejmować się niczym
Kiedyś lubiłam prędkość jadąc samochodem i szybkie  życie
Kiedys lubilam spacerować nocą , patrzeć w niebo
Kiedys lubilam się uśmiechać i głośno śmiać
Kiedyś byłam niezależna, potrafiłam doskonale sama sobie radzić
Kiedyś bylam kimś innym...

Czy to mozliwe by tak się zmienic przerz to że związałam się nie z wlasciwą osobą ?
Teraz jestem przeciwieńsrwem tego wszystkiego... z wierzchu... wśrodku jestem nadal taka sama ale nie mogę się otworzyć... nie z nim... za dużo się zmienilo...i ja się zmieniłam....
Czy to czas nas zmienia, czy my sami się zmieniamy... czy to z wiekiem, czy za naszym przyzwoleniem... ?
Jestem jeszce mloda a czuje jak mi życie ucieka...
Czuje się uwięziona w innym ciele nie w tym życiu...
Chce się wyrwać...lecz za wiele mnie trzyma...

/
Naomi - link obok /

Pogodnego dnia... kiedyś przyjdzie słońce...
Chyba... warto żyć?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Dziękuję!

niedziela, 05 sierpnia 2007 21:30




I tyle...

żadne inne słowa nie są potrzebne...

Twój komentarz...

Wystarcza za wszelkie komentarze...


Hmm...
No dobra...

Może tyle...


Szukają wielkiej wiary kiedy rozpacz wielka
szukają świętych co wiedzą na pewno
jak daleko odbiegać od swojego ciała

a ty góry przeniosłaś
chodziłaś po morzu
choć mówiłaś wierzącym
tyle jeszcze nie wiem

- wiaro malutka

/
x. J. Twardowski -  Wielka Mała /



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Nie patrz w serce...

sobota, 04 sierpnia 2007 17:07


"Miej serce i nie patrz w serce, odstraszy cię kochać..." / x. Jan Twardowski /

Ciężko mi... dziwne słowa... właśnie je przeczytałem... Dziwne i bolesne... Ciągle nie mogę ich pojąć... Na ile znam Twardowskiego, miały być pewnie jakimś żartem... alegorią? Na pewno nic poważnego... Ale jak zabolały... Jeśli ktoś drogi mojemu sercu tak właśnie myśli... nie ważne że myśli te nie mnie dotyczą... ale sam fakt, że w ogóle powstały... Nie daję rady... Tęsknota... smutek... to wszystko naraz się zwaliło... miesza się we mnie... piątek przeszedł bez echa... udało się cały przespać... Dziś znowu kończę beczułkę... czemu to robię... czemu......


-Mama jest chora. Mówi, że nie może wstać. Wiem, że mój brat robi się głodny. Muszę iść do miasteczka, zapytać o trochę jedzenia. Pomożesz mi?
-Jasne, Corney. Pomogę ci.
-Zawsze będę dobra, kiedy będziesz ze mną.
-Jesteś moją przyjaciółką, Corney.
-Zawsze tam będziesz, kiedy dorosnę?
-Przysięgam.

Nie zapomnisz o mnie?
Nie zapomnisz o mnie?
Byliśmy lekcy i młodzi
W świecie niewinności

Nie zapomnisz o mnie?
Nie zapomnisz naszych marzeń?
Teraz odeszłaś
Tylko pustka pozostała

/
Era - Don't You forget /


Dziwny ten świat... On... nigdy nie wybacza... nie potrafi... Raz uśmiechnie się... da kropelkę nadziei... poczęstuje chłodną wodą w gorący dzień... by za chwilę dać kopniaka... tak na wszelki wypadek... dla otrzeźwienia... Tylko... te jego kopniaki wcale mnie nie otrzeźwiają... pogrążają, pogrążają coraz bardziej.... Czy to musiało się wydarzyć... Czy to musi trwać???

Dziwny świat... potrafi dać tyle radości... potrafi sprawić, że zapomni się o wszelkim złu... że zdobędzie się siłę by uczynić go jeszcze lepszym... Potrafi dać tyle siły, że człowiek nie mógłby sobie tego nawet wyobrazić... Stanie się dzięki niemu wielkim... potrafi naprawiać, leczyć... poświęcać cząstkę siebie... poświęcić samego siebie... być dla innych podporą, radością... wspomożeniem......

Dziwny świat... równie prosto... potrafi odebrać wszelką wolę życia... wymazać z pamięci każdą obietnicę.. bycia dobrym... czyniena dobrze... Czy choćby dotrzymywania słowa... Ja nie wiem, jak długo dam radę... Myśli już nie istnieją... Odchodzą powoli za rozumem... może go jeszcze dogonią... to już nie mój problem... Pozostaje pustka... pozostaje szaleństwo... ono... nad nim już nie zapanuję... na nic rady... na nic próby... Dziś znowu cały dzień jeździłem bez celu... spacerowałem bez celu... odwiedzałem miejsca, które dają mi sił... i dawały... ale na krótko... brak w nich ducha... pozostały same miejsca... To tak jak z zapachem. Kiedy zabrałem swoje rzeczy... zwykła reklamówka... ale zapach! Ten istniał jeszcze prawie tydzień... Przez cały ten tydzień potrafił przywoływć mnie do porządku... potrafił dać tyle radości... odświeżyć te najpiękniejsze wspomnienia... Wspomnienia szczerej duszy... czystej duszy... zrozumienia... rozmów... Ten zapach zawierał w sobie wszystkie te uczucia... I nie mówię o pamięci zjawisk empirycznych... to dotyczyło tylko i wyłącznie sfery myślowej... sfery ducha...

Sny... znowu powróciły... dawno ich nie było.. teraz przypomniały sobie... może to mój Anioł w ten sposób czuwa... stoi obok... I na wszelki wypadek, zaraz po przebudzeniu, wymazuje wszystko dokładnie... Jego precyzja budzi podziw... Żadnego szczegółu.. Nic... tylko pamięć, że na pewno miały miejsce.... A później, w ciągu dnia... przy zwykłych czynnościach... "znam to"... "to już było"... tak... to się i wcześniej zdarzało... ale tym razem myśl ma ciąg dalszy... "tak... śniło mi się dzisiaj! pamiętam:D"... i przez parę minut radość wypełnia pustkę...... Dzisiejszy sen... zapomniany jak każdy... w dzień powrócił... pencetka... usuwanie włosków... czy to coś oznacza? Czy ja chcę na siłę usunąć te wszystkie niewygodne zdarzenia z przeszłości... czy ja chcę usunąć te obecne zdarzenia... i ten obecny brak zdarzeń, które przywołują ból... ostatnio znowu... stały ból... Ile człowiek jest w stanie znieść... Dlaczego to znosi? Dlaczego musi to znosić... Jak się w końcu zacznie przed tym bronić!?! Bo chyba kiedyś wreszcie zacznie, prawda? Ile czasu wytrzyma..... Te niewygodne włoski... co nimi jest... co... kogo trzeba zniszczyć, zapomnieć... czy wreszcie przyjdzie oświecenie? A może trzeba zapomnieć o całej przeszłości i teraźniejszości.... a może ten sen to tylko projekcja przeszłych wydarzeń... i nic więcej......





Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to, co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie, że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak uroczystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


/ x. Jan Twardowski - Spieszmy się /


Milczenie podczas rozmowy
milczenie w liście
milczenie w książce telefonicznej
bo numer tylko został
milczenie w milczeniu
milczenie bo wielkie szczęście
milczenie bo miłość przyszła
a serce w klinice
milczenie bo dom rodzinny przypomniał
a spadła tylko mordka śniegu
milczenie po milczeniu
milczenie przed cenzurą
milczenie bo pies zawył jak przed wojną

ile to razy
nawet nie wierząc
spotykamy się w innym świecie

/ x. Jan Twardowski - Ile razy /


 jakże się teraz nie bać -
nie trwożyć -
z tylu ranami naraz
na krzyż Cię złożyć -
Matka Boska się śniła
płakała
jak we mszy świętej
krew Twą oddzielić od ciała
z powrotem piątek
słońce umiera
nie widać
Jeśli Jest miłość przestań się martwić
i śmierć się przyda

/
x. Jan Twardowski - Jakże /


Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jest szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
żałować czego nie było
by dostać nic
za wszystko

miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać

/ x. Jan Twardowski - Jest /






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PIĄTEK

piątek, 03 sierpnia 2007 12:44


I znowu piątek.... znowu ten...... nie będę przeklinał :-D

Czy ktoś może wymazać wszystkie piątki z kalendarzy... tak proszęęę......

Dawno nic ciekawego mi się nie śniło....
Do dziś... dziś było pięknie... i tęskno.........
Tylko nic juz nie pamiętam... prawie :(

Chmury znowu nadciągają... dlaczeeegooooo?????


You don't seem too glad to see me
Is it a bad time ?
Is there somewhere you'd rather be ?
Well it's about time
Don't forget about me, don't foget about me
Spin a prayer wheel for me sometimes
Don't let me slip out of your mind
Spin a prayer wheel for me sometimes

You'll see me later
Oh that's a good one
How about in the next life
Well that's the best one
Don't forget about me, don't forget about me
Spin a prayer wheel for me sometimes
Don't let me slip out of your mind
Spin a prayer wheel for me sometimes

It's happening again, we're unresolving
It's happening again

I can live your life and dream of wires
Or I can live my life among the angels and electricity
Don't forget about me, don't foget about me
You won't forget about me
Spin a prayer wheel for me sometimes
Don't let me slip out of your mind
Spin a prayer wheel for me sometimes

/ Eddie Reader - Prayer Wheel /


I kolejne dni bez netu przede mną...
Kolejne smutne dni...
Deszczu... mój miły towarzyszu...
Ty o mnie pamiętałeś...
;-(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

miłość... heroizm...

środa, 01 sierpnia 2007 10:27

Co Wy ludziska.. powariowaliście... z tą miłością...
przecież krzyczę głośno.... DRĘ SIĘ........

!!! P-R-Z-Y-J-A-Ź-Ń !!!

Że też w dzisiejszych czasach trzeba tak wszystko wykładać jak na dłoni;d


Ale swoją drogą ciekawe, czy jest w ogóle jakaś różnica mędzy tymi pojęciami...
może poza niektórymi objawami zewnętrznymi:D
Ale nawet one są różne w zależności od rodzaju miłości...
Weźmy na przykład miłość do Ojczyzny... Powstańcy Warszawscy...
Nie sposób wyobrazić sobie większej miłości nad taką, kiedy ktoś w jej imie poświęca swoje życie...

Często zastanawiałem się, czy sam dałbym radę... Czasem dochodziłem też do wniosków, że jak najbardziej... Że chciałbym, żeby kiedyś było mi dane spróbować... w ten sposób sprawdzić siłę swojej miłości... patriotyzmu... Ciekawe, na ile życie zweryfikowałoby te idee...
Był krótki czas, że rozważałem wyjazd do Iraku... Ale albo zabrakło sił żeby doprowadzić to do końca... bo jednak nie da się tak po prostu pójść do jakiejś jednostki i zgłosić na ochotnika... Albo... może coś nie do końca wierzę, że to walka w obronie Ojczyzny... nie ważne czyjej, nie ważne że w imię zwycięstwa dobra nad złem... ale jakoś.... to chyba co innego niż to, co wydarzyło się równe 63 lata temu..... (i trwało równe 63 dni! Indi... kolejny zbieg okoliczności?)

Wyciszenie... tak Iw... dostrzegłem to... ono bardzo dużo daje... kiedy tylko jest możliwe, i brak bodźców zewnętrznych, które nie dają uspokoić się duszy... wyciszyć samego siebie... To wyciszenie to - muszę przyznać - całkiem niezła metoda opanowania stresów... wściekłości do samego siebie... do świata... I w połączeniu z odpowiednią muzyką daje wręcz gwarancję opanowania swojego ja. Uśmiechnięcia się. Spojrzenia jaśniej w przyszłość. Zrozumienia teraźniejszości... I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedno ale... ja nie potrafię długo wytrwać w tym stanie... Najmniejszy bodziec z otoczenia wytrąca mnie z niego... a gdy nie ma czynników zewnętrznych... sam się wytrącam...... Niektórzy ćwiczą jogę... inni czytają książki... jeszcze inna kategoria ludzi topi smutki w procentach... szaleje na ulicach... wyrzywa się w ostrych sportach, wymagających maksimum koncentracji i sił... Coż... próbowałem tego wszystkiego... szukam dalej......

Ale żeby rozchmurzyć odrobinkę resztę tygodnia... opowiem co to jest "pustać"... pewnie niewielu ludzi ją zna... ale pewnie wielu czasem czuje... Oczywiście... to nie moje słowa... ja tylko cichutko bełkoczę... pomoże mi w tym znajoma postać:)


Widzieliście wy kiedy pola w Chyźnym na Orawie, ka teroz jest granica za Słowieńskiem? Jest hań dziś jedna wielgo łąka, a za łąkom las, dopiero zzo lasa widać - Tatry. Zył przed wiekami mędrol, co go zwali z grecka Anaksymandrym, a po prowdzie nie był to nikt inksy ino sóm Stefek Łaciok z Chyźnego

Tyn dopiero śpekulowoł! Ludzie góniyli za dutkami, harowali przy sianie, uwijali się koło bydła, a on - śpekulowoł. Wychodził z rana zza chałupe, patrzoł, jak gmły ku niebu z ziemi idą, wiater od Babiej Góry tu Tatróm ciągnie i dzowowoł się światu. Fto się dziwuje, ten się wydziwuje. Stefan Łaciok z Chyźnego pytoł sam siebie: co było na pocątku? I naloz! Na pocątku była pustać. Jakbys siedzioł w Chyźnym, to byś tak samo godoł.

Nie wiem, cy wiecie, co to "pustać"? Pustać to jest jakby pół nicego. To się ciągnie, ciągnie i nie końcy. Jak te pola między Jabłonkom a Chyźnym. Spróguj chycić kose i kosić. Idzies krok po kroku i nic ci nie ubywo. Pierwej umres, jako dokosis do końca. Pustać to jest jakby te wanty w Dolinie Waksmundzkiej w Tatrak. Wanta na wancie, z jednej strony takie białawe, z drugiej cyrniawe, a syćkie takie jakesi ślepe i głuche. Godóm wóm - pustać, pół nicego. Pustać - to jest casym i chłop dlo baby. Kie chłop babe domierzi, to baba do niego: "ty pół nicego!" Cy z takiego moze powstać co dobrego? Moze się co urodzić? Z takiej chłopskiej pustaci? To dopiero pytanie!

Ale Stefan Łaciok z Chyźnego widzioł, ze z pustaci rodzi się sama niesprawidliwość. bo dajmy na to, ze urodzi się kamień. Juz tyn kamień przepycho się i rozpycho, łokaciami robi, coby inse kamienie od sie odsunąć i samemu ino być na tym świecie. Albo niech się narodzi trowa. Juz ta jedna trowa drugóm trowe od się odpycho, coby jej rosy nie wypiła. Niech się narodzi robocek, na tyn przykłod pająk. Juz tyn pająk sieć zastawio, coby mucha do sieci wpadła. Nieg-ze się narodzi owca. Juz na tóm owce ceko wilk. Zbojeckie prawo rządzi światem. Owca gryzie trowe, wilk owce, wilka pchły zrejóm, a nad syćkim wisi pustać. Świat stoi zbójeckim prawem.

Pamięć o myślach Stefana Łacioka z Chyźnego jest wse zywo. Ludziska zabacują, fto pedzioł, ale wiedzióm, co pedzioł. A nojbardziej siedzi im w głowie ta pustać, to pół nicego, nicość, to takie nic. Leonowi Korkosowemu z Łopusnej ukozało się toto we flasce. Powiem więcej: ono wysło z flaski. Chłopi przy gorzołce medetowali, co to miało być, to "nic". Leon im pedzioł: "to jest pół litra na dwók". Myśli mądrych ludzi wiecnie zywe.

/ x. Józef Tischner - Historia filozofii po góralsku /


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Mój bunt...

poniedziałek, 30 lipca 2007 11:17

Ostatnio znowu zaczynam podróżować... To taki rodzaj mojego oporu... sprzeciwu wobec zachowań... wobec bezradności... ale i podziękowania... za życie.. za uśmiech... Im więcej podróży... tym więcej przemyśleń... I chyba po ostatniej wyprawie kilka z myśli pewnego wielkiego człowieka szczególnie przypadło mi do gustu... Jest tak bardzo zbieżnych z tokiem podróży mojej... duszy...... (Przepraszam za jakość zdjęć... tym razem z telefonu:D)




Być zniewolonym znaczy zawsze: być samotnym. (...) Wyzwolenie człowieka zaczyna się od wewnątrz. Nie mogłoby się jednak zacząć, gdyby człowiek nie spotkał obok siebie wolności innego i gdyby się nią nie zachłysnął.

W każdym cichym „powinienem” brzmi zniewalające zaproszenie, abyśmy uwolnili się od tego, co nieludzkie, a stali się pełnymi ludźmi.

Nie sztuka się buntować przeciwko światu – przeciwko deszczowi, kiedy leje, i słońcu, kiedy praży. Sztuka buntować się przeciwko swoim ograniczeniom w imię przekroczenia własnych granic.

Na początku dramatu rodzi się pytanie: kim jesteś? Na końcu widnieją dwie przeciwne sobie możliwości: przeklęty lub błogosławiony. Dramat człowieka toczy się wśród tych możliwości. Co one znaczą? Tego dokładnie nie wiemy. Niewiedza ta nie przeszkadza nam jednak żyć wśród nich, myśleć według nich, wedle nich oceniać innych i siebie. Gdyby pewnego dnia znikły nam z oczu i uszu, stanęlibyśmy bezradni na scenie świata, jak słowa, które zapomniały o regułach, czyniącej z nich mowę gramatyki.

Jedną z największych tajemnic, do których nigdy się nie dobrałem, bo mnie na to nie stać, jest tajemnica miłości.

Ten, kto kocha, chciałby „przyswoić sobie” i „mieć” tego, kogo kocha. Ale takie „przyswojenie” i „posiadanie” oznacza unicestwienie samodzielności innego. Miłość jest sprzecznością między pragnieniem posiadania i nieposiadania – miłość to pozostające w wiecznym sporze „mieć” i zarazem „nie mieć”. Jak można „mieć”, by „nie mieć”, i jak można „nie mieć”, by „mieć”?

Człowiek jest (...) absolutem dla samego siebie. Jest to jednak przedziwny absolut, ponieważ nie wystarcza samemu sobie. Z głębi swego serca domaga się  absolutnego  uznania  od strony „innego”.

W człowieku są ogromne pokłady heroizmu pod jednym warunkiem: że służy on nadziei. Człowiek jest zdolny do największych ofiar, jeżeli widzi, że to ma sens. Rozwiązania heroiczne są trudne, ale trudne dlatego, że proste, a prostych rzeczy się często nie zauważa.



i na koniec... może nie tylko dla mnie... może bardziej dla kogoś... kto czyta ten bloog od początku...... i nie jest to Ona ;-)


Kiedyś miłość bliźniego wyrażała się w poleceniu „nie będziesz zabijał nieprzyjaciół”. A teraz do tego przykazania doszło nowe: „będziesz rozumiał nieprzyjaciół”. Musisz rozumieć, bo nieprzyjaciel ma ci bardzo dużo do powiedzenia o tobie samym, o twojej własnej sytuacji.

Każdy z nas ma tylko jeden grzech, który raz się przejawia tak, a raz inaczej. Każdy ma własnego diabła. Ten grzech jest tak indywidualny jak sam grzesznik. Bardzo trudno go nazwać, jeszcze trudniej się wykaraskać. Niekiedy, gdybyśmy nazwali ten grzech po imieniu, musielibyśmy sobie strzelić w łeb. (...) Z perspektywy Nowego Testamentu mniej ważne jest, jaki był grzech, a ważniejsze, jakie jest owocowanie po grzechu. W pewnym sensie cnota wyrasta z grzechu, jak wyzwolenie wyłania się z niewolnictwa. (...) Co najważniejsze, to zostało już odsłonięte, chociaż nie zostało zakończone rozumienie tego, co najważniejsze.

/ x. Józef Stanisław Tischner /



i już całkiem na koniec :PP ...
;-)

Cy słysoł świat, coby jako baba pedziała: "Wiem, ze nic nie wiem"? Przecie by jóm zycie sponiewierało. Babskość na tym polega, coby wiedzieć i wiedzieć, ze się wiy. Na przykłod cyje dziecko. Abo, cy mozno se wyobrazić, żeby jako Maryna z Hrubego pedziała: "Myśle, więc jestem?" A co? A jak śpi, to jej nima? Ale inkse prowdy już sóm babie blizse. Na tyn przykłod św. Augustyn: "Kochoj i rób, co fces". Jasne, ze jak będzie kochoł, to będzie robiył, co ona fce. Takie uogólnienie moze być.

(Wieści ze słuchanicy - Filozofia po babsku)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Spalam się...

piątek, 27 lipca 2007 9:27

Cichy ranek...
Świerszcza słychać
Komar bzyka mimo ucha
Lilia pąki swe rozkłada
Róży zapach...
Pszczółka... mucha...

Chłodny ranek...
Śpiąca trawa
Rosą lśni, barwami mieni
Między źdźbłami drobna mrówka
Pracuj mała
Bąk przy ziemi...

W słońcu ranek...
Pierwsze ciepło
Aster kwiaty swymi butny
Jak paw puszy sie w ogrodzie
Kot przeleciał...
Jakiś smutny...

Piękny ranek...
Domek obok
Stoi, człowiek się pojawił
Zamyślony zmarszczył czoło
Jego życie...
Chce naprawić...

Hojny ranek...
Człowiekowi
Ciepłe chwile podarował
Zmarszczkę musnął, dłoń mu podał
Troski zabrał...
Smutek schował...

Wietrzny ranek...
Myśli owiał
Zwinął, skłębił, upakował
Czy chciał pomóc człowiekowi?
Skąd mógł wiedzieć?
Czy żałował?

Zbity ranek...
Kiedy spojrzał
Na człowieka... to zapłakał
Żar płomienia w nim zobaczył
Ogień, który
Nie przygasał...

Chętny ranek...
Uśmiech przesłał,
Chciał wątrobę uratować
Serce wzmocnić, płuco chronić
Ducha, ciało
Zreperować...

Groźny ranek...
Kiwnął palcem
Człowiek swoje miał zasady
Zamknął oczy, słuch odrzucił
Ranek zawył...
Nie da rady...

Durny ranek...
Myślał głupi
Że na wszystko ma poradę
Odszedł... człowiek... sam... w swej duszy...
Wróbel ćwierknął
serenadę...

Tęskny ranek...
Już człowieka
Nigdy więcej nie zobaczył...
Długo patrzył... długo czekał...
Świat trwał nadal...
Choć inaczej.........


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Braciszek

niedziela, 22 lipca 2007 22:57




Księżyc (zdjątko sprzed godziny:P)...
Dzielnie towarzyszył mi w podróży... w szalonej podrózy ;-P
Zaglądał przez szybkę kasku... uśmiechał się i czuwał...
Jednocześnie taki groźny... sprawiedliwy... opiekuńczy... przyjazny...
Jak kochający Brat :-)

Sister, dziękuję... zawdzięczam Ci wszystko... zawdzięczam nowe życie...
Nawet jeśli to tylko dodatkowe 5 minut... warto było serce

Już przez okno mi wpełza na ściany
Srebrno-sina smuga wąska
Księżyc, znowu w sztok pijany
Mruczy-„Ech, ty Złota Polska!”
 
Może to i gbur, miernota
Może zwykły pijaczyna
Ale wie, co to tęsknota
I co jesień-znów niczyja
 
Może to zwykły włóczęga
Może nie wie, co to gest
Ale, gdy mnie żal dosięga
To on jeden wtedy jest
 
Księżyc wie, choć nie wspomina
I dlatego przepił Wrzesień,
Bo mu tylko przypominał
Że to już dziewiąta jesień…

/ z serwisu poema.art.pl /


Wiecie jak smakuje winko domowej roboty......
Kasiu... za Twoje szczęście...
@)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Joe Black

piątek, 20 lipca 2007 23:03


Staruszka na wózku inwalidzkim:
- Obija! To Obija! Zły duch... Ja umrę!
Śmierć (Pan Śmierć;P):
- Nie jestem Obija, ani diabłem...
- Obja...
- Bzdura... Obija zły. Ja nie jestem zły kobieto
- Więc kim jesteś?
- Przychodzę z tego drugiego miejsca
- Czekasz tu na nas, jak kierowca autobusu?
- Nie... jestem na wakacjach
- Ale miejsce sobie wybrałeś.....
  Ból... ból jest zły...
- Ja nie mam z tym nic wspólnego
- Spraw żeby zniknął
- Pani doktor go wygoni
- Ye... Nie ten ból... Rozrywa mnie na strzępy... Spraw żeby zniknął
- Nie mogę siostro
- Możesz... zabierz mnie do tego drugiego miejsca...
- To nie Twój czas
- Zrób tak, żeby był...
- Nie wolno się mieszać w takie sprawy.
- Proszęęę...
- Zamknij oczy... dalej siostro...
[ ból ustał... uśmiech na twarzy kobiety... ]
- Wkrótce

Kilka dni... a może tygodni później... łóżko szpitalne... ta sama kobieta... ten sam Pan Śmierć...

- Pan "Złę Wieści"... W samą porę...
- Nie denerwuj się siostro
- Nie denerwuję się... przyszedłeś po mnie? To dobre wieści...
- Przyszedłem do lekarza
- Do lekarza... a cóż Ci dolega?
- Nic
- Oh... przyszedłeś do kiobiety... do mojej pani doktor?
- I mojej
- Zakochałeś się?
  Z wzajemnością?
  Ona wie kim jesteś?
- Wie co czuję
- Co Ty wyrabiasz?
- Nie potrzebuję Twojego błogosławieństwa
- Zachowujesz się jak uczniak... Nieszczęście dla Ciebie... dla Niej.. i dla mnie...
  Leżę tu z naroślą wielką jak owoc chlebowca i mogę tylko czekać...
- Tak mi dziękujesz za kwiaty?
- Jedyne kwiaty których pragnę to te, które wyrosną na moim grobie...
- Z ludźmi nie sposób się dogadać.
  Przychodzę po Ciebie - chcesz zostać!
  Zostawiam Cię - chcesz odejść.
- To nie miejsce dla Ciebie... dla mnie też już nie... Zabierz mnie i odejdź ze mną
[ cisza ]
- Ale tu... nie jestem samotny... kogoś obchodzę...
- To miłe... jakbyś przyjechał na wyspy na wakacje...
  Słońce Cię nie przypiekło tylko opaliło... W nocy nie zjadły Cię komary...
  Ale jeśli zostaniesz dłużej... na pewno tak właśnie się skończy...
  Zabierz więc zdjęcia do domu... Ale nie daj się zwieść...
  My tutaj też zwykle jesteśmy samotni...
  Jeśli mamy szczęście... zdążymy zrobić parę ładnych zdjęć...
- Ty... zrobiłaś ich dużo?
- Tak...  
[ uśmiech na twarzy kobiety... ]
- Do widzenia siostro

Tak jakoś... wyjątkowo spodobały mi się te dialogi...
Inne zresztą też... jak się nad nimi głębiej zastanowić...

I ścieżka dźwiękowa... również
;-)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Dla tych wszystkich, którzy czekają... którzy szukają...

czwartek, 19 lipca 2007 12:37

Nie jesteście sami...

Czasami wolę być zupełnie sam
niezdarnie tańczyć na granicy zła
i nawet stoczyć się na samo dno
czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk
posiadam wiarę w niemożliwą moc
potrafię, jeśli chcę, rozświetlić mrok
mogę poruszyć was na kilka chwil
tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być

Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
że oto mija twój najlepszy czas
bezradność zniosła cię na drugi plan
czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
słowa zlewają się w fałszywy ton
gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd.
Okłamali mnie z nadzieją, że
uwierzyłem i przestanę chcieć
muszę leczyć się na ból i strach
gdzie jest człowiek, który z siebie sam pokaże mi jak
kto pokaże mi jak?
kto pokaże mi jak?
no kto pokaże mi jak?

...znowu z sobą być

NICZEGO NIE BĘDZIE ŻAL

/Coma/

Tato... wszystko będzie dobrze...
serce


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Epitafium dla Debi...

poniedziałek, 16 lipca 2007 17:27

A JEŚLI W IMIĘ BOGA ZECHCESZ IŚĆ
ZOSTAW PO DRODZE NIEPOTRZEBNY KRZYŻ
MIŁOŚCI, NADZIEI NAŁADUJ W KIESZENIE I CHLEB
POTEM IDŹ GDZIE CHCESZ
AŻ NAJMNIEJSZA Z DRÓG
DOTKNIE TWOICH STÓP
WTEDY STAŃ NA NAJWYŻSZEJ Z GÓR
I POŁKNIJ WIATR BYŚ WYKRZYCZEĆ MÓGŁ

JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM, PRZE-NIEBIESKI CZAS

A KIEDY ROZDASZ NAJCIEPLEJSZY SZEPT
GDY PRZEWĘDRUJESZ KAŻDY MAŁY SENS
POMYŚLISZ ŻE TAK, ŻE WYPEŁNIŁ SIĘ CZAS
TO OSTATNIA Z DRÓG
SZUKA TWOICH STÓP
TERAZ STAŃ NA NAJWYŻSZEJ Z GÓR
I POŁKNIJ WIATR BYŚ WYKRZYCZEĆ MÓGŁ

JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM, PRZE-NIEBIESKI CZAS
JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM... 

/ Coma - Pasażer /


Debi..... dla Ciebie
@)-->-->--
rozgość się w nowym domku Aniołku...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Przepraszam...

sobota, 14 lipca 2007 21:19
Wiesz co Indi...
zrozumiałem... mam nadzieję że dobrze robię...
odpuszczam.

cześć

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

List

piątek, 13 lipca 2007 18:26
"Ktoś list dostał. Komuś serce bije.
Idzie czytać pod kwitnące jabłonie.
Czyta. Chwyta się ręką za szyję
i dno traci, i w powietrzu tonie.
"
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 listopada 2014

Licznik odwiedzin:  102 707  

To co teraz...

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O mnie

kim jestem?
jaki jestem?
o czym marzę?
Tego nikt nie wie... ja też!

O moim bloogu

przyjaźń jak mgła... mgła jak senne marzenie... gdzie jawa, gdzie sen??? jak za nimi trafić!

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ciekawostki

Może znajdziesz tu coś dla siebie;)...


Jakieś liczby

: 102707
  • liczba: 80
  • komentarze: 1078
  • liczba zdjęć: 81
: 2779 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl